Rozgwieżdżone niebo jest tak samo istotne jak dryfująca w bezkresnej pustce astronautka, uwięziona między mrokiem a Ziemią – mówi Alfonso Cuarón, reżyser filmu „Grawitacja”.
Prace nad „Grawitacją” rozpoczęły się dobre kilka lat temu i zastanawia mnie, czy to scenariusz powstawał tak długo?
Nie do końca. Napisałem tę historię z moim synem Jonásem. Bodajże cztery i pół roku temu przyszedł do mnie ze scenariuszem filmu, który chciał wyreżyserować, i poprosił o naniesienie komentarzy i poprawek. Zrobiłem to, ale zastrzegłem od razu, że w zamian ma pomóc mi napisać coś tak dobrego, jak to, co przed momentem przeczytałem. Chodził mi po głowie film, w którego centrum znajduje się jedna tylko postać, a jej emocje są wyrażane poprzez akcję, czyli to, co oglądasz, trzyma cię na krawędzi fotela i jednocześnie angażuje na głębszym poziomie emocjonalnym. Tak naprawdę akcja okazuje się drugorzędna, choć nadal istotna, ale chodzi przede wszystkim o odbycie z bohaterem czy bohaterką duchowej podróży.
Tym razem miałeś spore pole do popisu, metafora kosmosu jest bowiem niezwykle chłonna.
Staram się, żeby to, co widzimy w moich filmach na drugim planie, w jakiś sposób współgrało z bohaterem, oddawało jego stan emocjonalny i również mówiło o nim coś istotnego. Gdy zaczęliśmy prace nad „Grawitacją” – mówię w liczbie mnogiej, bo mam na myśli mojego operatora Emmanuela Lubezkiego – chcieliśmy, aby otaczający Ryan Stone wszechświat był niejako projekcją jej ducha. Rozgwieżdżone, mroczne niebo jest tak samo istotne jak dryfująca w bezkresnej pustce astronautka, uwięziona pomiędzy niekończącym się mrokiem a widoczną w oddali, pełną życia planetą.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.