"Bilet na Księżyc" - recenzja

"Bilet na Księżyc" Filip Pławiak, Mateusz Kościukiewicz
"Bilet na Księżyc" Filip Pławiak, Mateusz KościukiewiczMedia
13 listopada 2013

„Bilet na Księżyc” to film z innej planety. Można odnieść wrażenie, że jego akcja nie dzieje się w Polsce, lecz u Pana Boga w burdelu. Nowy film Jacka Bromskiego łączą z jego słynną trylogią ten sam koszarowy dowcip i festyniarska przaśność. Na domiar złego reżyser bardzo wąsko rozumie pojęcie opowieści inicjacyjnej – wydaje się, że odnosi je wyłącznie do erotycznych perypetii głównego bohatera.

 Gdyby Neil Armstrong mógł wiedzieć, w jakim kontekście Bromski wykorzysta jego słowa o „małym kroku dla człowieka, lecz wielkim dla ludzkości”, z miejsca sfrunąłby z Księżyca i zapadł się ze wstydu pod ziemię. Ochota na równie demonstracyjne gesty przychodzi zresztą w trakcie seansu jeszcze wielokrotnie. Film Bromskiego okazuje się ciężkostrawny jak obiad w barze mlecznym i obciachowy niczym dansing w Ciechocinku. Gwoli sprawiedliwości należy dodać, że „Bilet na Księżyc” broni się aktorsko, a do pewnego momentu mądrze korzysta ze schematu amerykańskiego filmu kumpelskiego. Wszelkie złudzenia dotyczące „Biletu…” rozwiewa jednak kuriozalne zakończenie. Bromski serwuje widzom bodaj najdziwaczniejszą woltę fabularną od czasu

Pozostało 60% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.