Do premiery „Przebudzenia mocy” jeszcze parę miesięcy, gwiezdnowojenna gorączka zdążyła się już jednak na dobre rozkręcić. Z korzyścią nie tylko dla fanów: Egmont wraca do wydawania komiksów spod szyldu „Star Wars”, a na pierwszy ogień poszło wznowienie „Cieni Imperium” (pierwsze polskie wydanie ukazało się w 2001 roku), jednej z kanonicznych pozycji w cyklu. Nawet jeśli nie najlepszej, to wciąż godnej uwagi.
Małe – i uproszczone – wprowadzenie dla czytelników, którzy nie śledzą zawiłości kanonu „Gwiezdnych wojen”. Jeszcze do niedawna większość komiksów, książek, gier i wszelkich innych popkulturowych dóbr, które zyskały aprobatę Lucasfilm, były uznawane za kanoniczne (przynajmniej dopóki nie kolidowały z fabułą filmów). Jednak gdy Disney przejął firmę Lucasa oraz prawa do całej franczyzy, dotychczasowy kanon uległ zasadniczej zmianie. Zostały w nim oczywiście filmy pełnometrażowe (wraz z animowaną „Wojną klonów”) oraz seriale „Wojna klonów” i „Rebelianci”. Książki i komiksy (wcześniej wydawane przez Dark Horse, teraz przez należącego do Disneya Marvela) napisane przed 2014 rokiem zostały natomiast opatrzone szyldem „Legendy” i stanowią coś w rodzaju alternatywnej historii świata Gwiezdnych Wojen.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.