Kiedy we wczesnym średniowieczu zaczęły powstawać zakony cysterskie, praca stała się pojęciem wzniosłym. Zakonnicy pracowali ciężko i z sukcesem, leniów gonili do roboty kijami. Wstawali w nocy i następnych kilkanaście godzin dzielili między pracę, nabożeństwa, szkolenia i posiłki.
Wykuwali gwoździe, robili piły i podkowy, tworzyli warzywniaki i ogrody, zakładali kopalnie soli, srebra i węgla, tkali, rąbali drewno, przepisywali książki starożytnych autorów. Niektórzy pisali własne książki.
Cystersi poradzili sobie z problemem, wydawałoby się nierozwiązywalnym – mnisi mieli przecież żyć w oddaleniu od ludzi, kontemplując Boga, a nie produkując dobra materialne.
Aby utrzymać się przy życiu, zakonnicy potrzebowali murów, sług, pomocników, murarzy, rolników, administratorów i księgowych. Ten mikrokosmos wymagał jedzenia, pieniędzy i organizacji. Co oczywiste, królowie, książęta i hrabiowie zabiegali o przybycie cystersów. Na samym tylko terenie średniowiecznej Polski pracusie zakonnicy założyli 30 hut żelaza (większość). Zawzięli się i dali nam też różne gatunki wina i piwa.
Przykro pomyśleć, że ta recepta na szczęście, powtórzona przez kościołożercę Woltera w zakończeniu „Kandyda”, stała się tak przestarzała. Skuteczność w biznesie to dziś obrót papierami dłużnymi, żonglerka derywatami, spłacanie pożyczek krótkoterminowych średniookresowymi strategiami. Bogatsi niż kiedykolwiek jesteśmy na pewno, ale zrównoważonego rozwoju jak szukaliśmy, tak szukamy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.