To byłby ten lepszy scenariusz: PiS rozpętało kampanię przeciw uchodźcom, by zmobilizować elektorat i nabić sobie punktów w sondażach. Ale jest i gorszy: w tej rozgrywce chodzi o utożsamienie problemu uchodźców z problemem Unii i przekonanie Polaków, że tam jest źródło zła.
Gdy skończy się finansowanie, a unijny rdzeń zacznie się integrować, będzie można opuścić to zblazowane, nieporadne towarzystwo. Z wielkim poparciem społecznym.
Wszelkie znaki na niebie i ziemi oraz sondaże pokazują, że jesteśmy jednym z najbardziej prounijnych społeczeństw. Wspólnota nam się podoba, Wspólnotę popieramy całym sercem, a unijne fundusze i możliwość zamieszkania i pracy w dowolnym jej zakątku uznajemy za największą zdobycz ostatnich lat. Autostrady mamy dzięki euro, porty lotnicze i aquaparki także, a niskie bezrobocie to nie tyle efekt sytuacji gospodarczej, co dwóch milionów młodych i zaradnych, którzy wybrali dwa tysiące miesięcznie w walucie obcej, zamiast rodzimej. O takich drobnostkach jak brak roamingu, tanie loty i jeszcze tańsze telewizory nie wspominając. Wolny przepływ towarów i usług uznajemy za taką oczywistość, jakby to Piłsudski co najmniej wprowadził, a nie Miller z czerwoną spółką i chłopami z PSL. Jak tu się nie cieszyć?