Francja stworzy warunki do wprowadzania barier na rynku europejskim, by francuscy pracownicy zachowali dotychczasowe przywileje.
Ograniczenie dumpingu socjalnego i zjawiska przenoszenia fabryk z Francji m.in. do Polski było punktem zapalnym tegorocznej kampanii prezydenckiej. Emmanuel Macron, do którego przylgnęło określenie „liberał”, jako polityk tak naprawdę narodził się w Partii Socjalistycznej i zaledwie rok temu założył własną formację En Marche! (Naprzód!), która ma nie być ani lewicowa, ani prawicowa. Nowy prezydent Francji chce utrzymać 35-godzinny tydzień pracy, zainwestować 50 mld euro publicznych środków w rozwój, w tym 15 mld euro w ekologię.
Reklama

Reklama
Za najważniejsze Macron uważa „odzyskanie ducha” przez Francuzów, wśród których panuje przekonanie, że od lat pogarsza się ich standard życia. Elekt kładzie największy nacisk na tworzenie miejsc pracy i „efektywną ochronę każdego przy zwiększaniu siły nabywczej obywateli”. Środkiem do tego ma być m.in. obniżenie podatków oraz objęcie ubezpieczeniem społecznym pracujących na własny rachunek. Mimo to Macron planuje oszczędności budżetowe (60 mld euro rocznie w ciągu pięciu lat) oraz deficyt poniżej 3 proc. PKB. – Prawdopodobnie jego prezydentura będzie się znacząco różnić od prezydentury François Hollande’a, kiedy wydatki publiczne rosły – mówi DGP Blanche Leridon z liberalnego Institut Montaigne w Paryżu.
Macron chce Europy rozumianej jako wspólnota z jedną walutą, parlamentem, budżetem, ministrem finansów i gospodarką. Europy, która chroni rynek wewnętrzny, nie dopuszcza do dumpingu socjalnego, dużo inwestuje i promuje swoje największe firmy. Jest również zwolennikiem tandemu niemiecko-francuskiego jako motoru UE. Podobne stanowisko prezentują globalne francuskie firmy. – Uważamy, że priorytetem powinno być wzmocnienie unii ekonomicznej i monetarnej. 19 krajów UE wprowadziło walutę, która okazała się sukcesem. Ale konsekwencje tego wyboru nie zostały dostatecznie wykorzystane – uważa Ramon Fernandez, dyrektor ds. strategii i finansów Grupy Orange.
Dla Polski ta wizja nie jest dobrą wiadomością. Podobnie jak dla polskich firm, które na europejskim rynku konkurują wciąż jeszcze przede wszystkim niskimi kosztami pracy oraz elastycznością pracowników gotowych wykonywać prace w warunkach, których francuscy robotnicy czy podwykonawcy nie uważają za atrakcyjne. Polacy nad Sekwaną pracują więcej, efektywniej, balansując często na granicy prawa, gdy próbują obejść restrykcyjne przepisy kodeksu pracy i zdobyć pozycję na jednym z najmniej elastycznych i najbardziej regulowanych rynków w Europie. Macron obiecuje nakładanie sankcji ekonomicznych na firmy, które konkurują w nieuczciwy sposób.
Firmy z Europy Środkowej, zwłaszcza z Polski jako największego kraju regionu, są oskarżane o dumping socjalny. Panuje przekonanie, że Francja stała się ofiarą globalizacji i unijnej dyrektywy o swobodnym przepływie usług i towarów. Poza Marine Le Pen i Frontem Narodowym nikt wprawdzie nie mówi o uchyleniu tej dyrektywy, ale Francuzi oczekują ukarania polskich firm. Już teraz w regionie Ile-de-France, obejmującym Paryż, obowiązuje klauzula Moliera, która wymaga od pracowników firm budowlanych oraz transportowych znajomości języka francuskiego. Teoretycznie chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa w miejscu pracy. Do końca roku wszyscy pracujący na francuskich budowach muszą uzyskać także dowód tożsamości zawodowej.
– Nie tylko Le Pen jest zwolenniczką protekcjonizmu inteligentnego. Nawet jeśli w programach gospodarczych innych polityków pojawia się mniej interwencjonizmu, idea sama w sobie jest taka sama. Zbyt dużo konkurencji, Europy, otwartości staje się niebezpieczne dla francuskiej gospodarki – mówi DGP Julien Damon z Instytutu Nauk Politycznych w Paryżu. – Oczywiście wszystko, co dotyczy pracowników delegowanych, jest tu na celowniku. Dużą rolę odgrywa polemika na temat tzw. polskiego hydraulika. O co tak naprawdę chodzi? Europejscy pracownicy przyjeżdżają do Francji, ale ochronę socjalną zapewnia im znacznie tańszy kraj pochodzenia. Kosztują zatem swoich pracodawców mniej. Jest to kwestia konkurencyjności kosztów pracy, problemu do uregulowania na poziomie europejskim – dodaje.
W przedwyborczy piątek podpisano w końcu porozumienie ze strajkującymi od dwóch tygodni pracownikami fabryki amerykańskiego Whirlpoola, produkującymi suszarki bębnowe. Fabryki, która stała się areną politycznych zmagań między Macronem a Le Pen i symbolem obecnej sytuacji francuskich pracowników. Zakład ma zostać przeniesiony z Amiens, gdzie notabene urodził się Macron, pod Łódź. „Do kraju 600 euro”, jak to ujął jeden ze związkowców. Politycy podczas kampanii tego samego dnia odwiedzili zbulwersowanych robotników żądających zachowania miejsc pracy.
Le Pen obiecała zatrzymać fabrykę we Francji, Macron – przeciwdziałać dumpingowi socjalnemu. Związkowcy wygwizdali go, oskarżając, że po uściśnięciu zabrudzonej ręki robotnika Macron natychmiast musi się umyć. Zawarte po ponad trzech miesiącach negocjacji porozumienie między zarządem a załogą przewiduje wypłatę odszkodowań do 80 tys. euro na pracownika oraz wynagrodzenia za dni strajku. Fabryka zostanie jednak przeniesiona nad Wisłę.