Sama ofensywa wojskowa Izraela w Strefie Gazy nie rozstrzygnie konfliktu, ale w perspektywie może osłabić Hamas i wzmocnić bardziej umiarkowane siły palestyńskie - uważa strateg, emerytowany generał, prof. Stanisław Koziej.
"Pytanie, czy przy pomocy zmasowanego użycia sił zbrojnych można rozstrzygnąć na swoją korzyść konflikt asymetryczny - z jednej strony państwo, z drugiej podmiot niepaństwowy, jakim jest Hamas. Wszystko wskazuje, że konfliktu asymetrycznego nie da się rozstrzygnąć przy pomocy klasycznych instrumentów - dyplomacji lub sił zbrojnych" - powiedział w poniedziałek PAP Koziej.
"Dlatego w sensie długofalowym należałoby przyjąć strategię, którą nazywam symetryzacją konfliktu niesymetrycznego - robić wszystko, by druga strona przekształciła się w strukturę państwową" - dodał. Według profesora tylko takie rozwiązanie pozwala mieć nadzieję, że "konflikt zostanie spacyfikowany podobnie jak konflikty Izraela z sąsiednimi państwami arabskimi".
Koziej uważa, że Izrael mógłby uznać wybory, w których zwyciężył Hamas, pod warunkiem, że oznaczałoby to "początek powstawania struktury państwowej, będącej podmiotem prawa międzynarodowego, mającej takie same prawa, obowiązki i odpowiedzialność na arenie międzynarodowej".
W ocenie stratega w dalszej perspektywie zmasowana akcja Izraela nie przybliża rozwiązania konfliktu. "Z drugiej strony, wobec bezpośredniego zagrożenia bezpieczeństwa ostrzałem prowadzonym przez bojowników Hamasu, Izrael nie miał innej strategii na krótki dystans, musiał zareagować militarnie. Z tego punktu widzenia wydaje się, że Izrael wyciągnął właściwe wnioski z niedawnej - także asymetrycznej - wojny z Hezbollahem" - powiedział Koziej.
Pod względem operacyjnym i strategicznym uznał obecną kampanię za "dobrze skomponowaną" - po kilkudniowej operacji powietrznej i uderzeniach z morza nastąpił ostrzał artyleryjski z lądu, przygotowujący wprowadzenie sił lądowych. "W mojej ocenie operacja lądowa była założonym końcowym momentem całościowej kampanii, na jaką zdecydował się Izrael" - powiedział Koziej.
Według niego bez żołnierzy wojsk lądowych nie udałoby się osiągnąć celów strategicznych - osłabienia Hamasu i odsunięcia groźby ostrzału izraelskich instalacji nuklearnych przez uniemożliwienie jego bojownikom ostrzału terytorium Izraela. "Aby to osiągnąć, trzeba zniszczyć nie tylko ważne obiekty z powietrza i morza, trzeba wojskowo opanować teren, odrzucić bojówki Hamasu na większą odległość. Dlatego ta kampania, prowadzona przy wsparciu sił specjalnych, które niewątpliwie tam działają - jest spójna" - ocenił.
Zdaniem Kozieja szanse powodzenia izraelskiej operacji "są spore, ponieważ Hamas - niezależnie od protestów przeciw izraelskiej inwazji, jakie przetoczyły się przez kraje arabskie i Europę - nie uzyskał tak mocnego jak oczekiwano wsparcia u Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu".
"Wydaje się, że kampania może na tyle osłabić Hamas, by większe znaczenie uzyskało bardziej umiarkowane skrzydło - Fatah, co może przybliżyć perspektywę upaństwowienia" - przewiduje Koziej. Zaznaczył, że Hamas nie uzyska też poparcia sunnickich państw regionu - Egiptu, Arabii Saudyjskiej i Jordanii - które nieufnie odnoszą się do wspieranego przez Iran Hamasu.
Zdaniem stratega izraelski atak nie przysporzy też popularności Hamasowi wśród Palestyńczyków. "Ci, którzy dziś przeżywają horror wojny, będą się zastanawiać, czy taktyka Hamasu ściągnęła na nich wojnę, czy przybliżyła rozwiązanie problemu. Odwołałbym się do analogii z Gruzją - w czasie wojny z Rosją Gruzini stali murem za prezydentem Saakaszwilim; po wojnie przyszedł czas refleksji. Uważam, że podobnie będzie po zakończeniu tej kampanii w Strefie Gazy" - powiedział.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu