Podziemie to w Polsce wyjątkowo ludne miejsce. Jak tam trafić? – To nie takie trudne – odpowiadają pokerzyści.
Reklama
Podczas pokera trzeba opowiedzieć zagraniami pewną historię. Tak, by inni gracze myśleli to, co chcę, by myśleli – mówi Paweł Abramczuk, współtwórca i były prezes Związku Pokera Sportowego. – Dam przykład. Z tą grą związane jest w Polsce pewne ryzyko. Stykamy się z różnymi zagrożeniami, że wpadnie policja, straż celna. Gracze żyją w stresie. Wielu z nich, mając w tyle głowy filmy o gangsterach, nosi przy sobie coś do obrony. Prawie każdy ma gaz obezwładniający, bo reakcje zawodników przy stole w nielegalnych klubach bywają różne – tłumaczy. Naprawdę? – pytam. – No właśnie, uwierzyła mi pani. I o to chodzi w pokerze: trzeba tak sprzedać opowieść, by przeciwnik w nią uwierzył. Oczywiście, że kłamię, i na tym polega ta gra. Stworzyłem wizerunek pokerzysty...
Ten wizerunek ma, paradoksalnie, szersze znaczenie. Bo poker w kraju nad Wisłą odsądzany jest od czci i wiary. Ktoś powie, że nie tylko u nas. Owszem, ale twórcy naszego prawa wybitnie nie wiedzą, co z tą grą począć. Wychodzą z założenia, że poker to hazard, a hazard to zło. Skoro tak, trzeba przed nim ludzi chronić. – Dziesiątki tysięcy graczy w kraju jednak takiej opieki nie potrzebują. Nie tędy droga – protestują osoby, które w pokera grają od lat.
Ustawa o grach hazardowych przeszła właśnie lifting, ale jest już mowa o kolejnych poprawkach. Na razie, od kwietnia, obowiązują zliberalizowane zasady dotyczące urządzania turniejów pokera na żywo. Będzie to możliwe także poza kasynami dla podmiotów, które posiadają koncesje na prowadzenie kasyna. Taki turniej będzie też mógł zorganizować podmiot, który nie posiada takiej licencji, jeśli w grę wchodzą nagrody rzeczowe o wartości do 2 tys. zł. Pod lupę trafiły też turnieje prowadzone w sieci. Powstanie rejestr domen niezgodnych z ustawą. Na liście znajdą się firmy bukmacherskie nieposiadające krajowej licencji i wszystkie niepaństwowe poker roomy i kasyna. Podejrzane strony będą blokowane przez usługodawców internetowych dla użytkowników łączących się z terytorium Polski. Nie będą wymagane wyroki sądowe czy żmudne procedury, wystarczy dopisanie strony do rejestru, a dostawcy internetu będą mieli 48 godzin na założenie blokady.
Załóżmy więc, że jest piątek wieczór. Grupa przyjaciół spotyka się przy stoliku w pubie. Ktoś rzuca hasło: pokerek? Nawet jeśli stawką będą zapałki, mamy do czynienia z grupą przestępców. Chyba żeby zmienić grę i zastąpić pokera brydżem. Wtedy wieczór spokojnie może toczyć się dalej. – Jeszcze podczas obrad komisji uchwalającej ustawę o grach hazardowych, w listopadzie 2009 r., marszałek Marek Borowski zadał pytanie: jeśli w domu mąż zagra z żoną w rozbieranego pokera, czy będą podlegali pod ustawę? Padła odpowiedź: tak – opowiada Abramczuk. Pamięta tę sytuację, bo był zaproszony na obrady jako „czynnik społeczny”.
Teraz, po nowelizacji, mąż z żoną, owszem, mogą zagrać. Ale w samotności. Gdyby chcieli zaprosić do gry drugą parę, musieliby najpierw zgłosić do Ministerstwa Finansów, gdzie odbędzie się turniej, ile potrwa oraz podać przewidywaną liczbę uczestników. Grupa znajomych z pubu też nie zagra legalnie. Chyba że jego właściciel zgłosiłby wcześniej, że chce założyć klub pokerowy, i przedstawił zamiary MF. Do wniosku dołączyłby szczegółowy regulamin, który również powinien zyskać akceptację resortu. – A więc na razie mogą pobawić się w wojnę lub makao – ironizuje Abramczuk. I przekonuje, że słowo hazard pochodzi od arabskiego „az-zahr”, co oznacza „grę w kości”, „grę przypadku”. A jeśli o zdarzeniu losowym nie ma mowy? Poker, szczególnie ten sportowy i porównawczy, opiera się na analizie matematycznej. Nie jest więc hazardem z założenia. – Paradoks polega na tym, że nie można w naszym kraju przeprowadzić kampanii społecznej na ten temat. Byłoby to złamaniem ustawy, bo zachęcałoby do hazardu. Dalej ludzie myślą więc stereotypowo.
W podziemiu nie ma cygar
Lekko licząc – kilkadziesiąt tysięcy amatorów, osób grających dla przyjemności i zabawy. Oraz ok. tysiąca zawodowców. Na tyle oceniany jest krajowy rynek. A patrząc przez lupę (Związek Pokera Sportowego przeprowadził ankietę), są to zazwyczaj mężczyźni z wyższym wykształceniem, średnią wieku 21–28 lat, otwarci na techniczne nowinki. Co wyróżnia zawodowców? – Mają z samej gry przychód powyżej średniej krajowej, czyli ponad 4,6 tys. zł. Wirtuozi zarabiają dużo więcej, bo tu nie ma ograniczeń – mówi Paweł Abramczuk.
Piotr zastrzega, że pieniądze w jego przypadku nie są najważniejsze. Na początku była pasja. Ale od dwóch lat poker jest jego źródłem utrzymania. Z tego powodu nie podaje nazwiska, bo musiałby publicznie przyznać się do łamania prawa. – Wcześniej pracowałem w korporacji. Miałem dosyć takiego życia. Postanowiłem, że sam sobie będę szefem – podkreśla. Przekonuje, że zasad tej gry można nauczyć się w 10 minut, ale kunszt zdobywa się latami. – W pokerze jest za dużo zmiennych, nie wystarczy sucha analiza danych – mówi i podaje inne pokerowe statystyki: w tej grze 10 proc. ludzi zarabia, 10 proc. wychodzi na zero, a reszta dokłada do puli.
W Polsce grywa prywatnie, w miejscach niedostępnych dla zwykłych ludzi. – Tak, to podziemie – ucina. Ukryty klub, sala, prywatne mieszkanie. Trzeba wiedzieć, gdzie szukać i z kim rozmawiać. Ale nie jest tak, że przychodzą ludzie z półświatka i grają w oparach dymu z cygar. – Mnóstwo osób poznałem w ten sposób ze świata sportu, polityki. Tak zwanych celebrytów z pierwszych stron gazet. Kogo? No, pani wybaczy...
Teraz stawia jednak głównie na internet. Przy stoliku grywa raz na kilka tygodni. Skupił się na pokerowej karierze. Nie, nie chodzi o ryzyko nalotu policji czy straży celnej. Czasem umówieni goście po prostu nie przyjdą, w grze na żywo jest też dużo mniej rozdań na godzinę. W sieci tempo jest kilka razy szybsze. Fakt, nie widać człowieka, ale na podstawie podejmowanych decyzji też można stworzyć profil rywala. Dodatkowo każdy zawodowy pokerzysta ma swojego huda. To oprogramowanie, które gromadzi i pokazuje na ekranie informacje o innych zawodnikach, m.in.: czy ktoś w grze jest agresywny czy pasywny, kto i jak często betuje (dokłada do puli), gdy jest agresorem, a jak często pasuje, kiedy ktoś inny raisuje (podbija jako pierwszy).
Piotr gra na zagranicznych serwerach. Jak się zaczyna? Od założenia konta. U niektórych najpierw są wirtualne żetony, potem wpłaca się realne pieniądze do poker roomów. Zawodowcy robią od razu jeden, dwa depozyty i z nich się rozliczają. Gracze rekreacyjni wybierają internetowe portfele lub przelewy bankowe. – W żargonie mówi się o nich gracze dokładacze albo donki (z ang. donkey – osioł), bo tylko ciągle wpłacają – uśmiecha się. Anonimowość jest ważna. – Ale mam nick, który w tym świecie jest jak nazwisko. Po pewnym czasie wiadomo, kto się pod nim kryje. Są serwisy opisujące graczy i wygrane.
Pytany o szczęście odpowiada, że w pokerze występuje wariancja statystyczna. Mówi o tym, że zawodowy gracz w ciągu kilku tygodni, miesięcy czy lat zacznie zarabiać. Pod warunkiem, że nie zjedzą go emocje, nie przeceni swoich umiejętności i dalej będzie chciał się pokerowo edukować. – Bo zawsze można mieć dobry lub zły run pokerowy. Żeby nie ryzykować swoim bankrollem (budżetem), miksuję stawki, gram różne poziomy – tłumaczy. – Sztuką jest usiąść do stołu, również tego wirtualnego, i grać ze spokojną głową, choć kilka ostatnich dni było wyjątkowo słabych. To dlatego niektórzy z nas mają trenerów mentalnych. Ja mam wsparcie swojej grupy pokerowej. Uczę się od ludzi, którzy grają na bardzo wysokich stawkach.
Kiedy powiedzieć stop? – Wśród pokerzystów są hazardziści, wśród hazardzistów pokerzyści – odpowiada. Zna zamożne osoby, wziętych biznesmenów, którzy tylko tracą i dobrze się przy tym bawią. On stosuje precyzyjne metody zarzadzania portfelem. Nie zasiada do gry bez mocnego kapitału pokerowego. – Dając wpisowe na poziomie 200 zł, muszę mieć w zapasie 50 razy tyle. Jeśli przegram kilka czy kilkanaście buy-inów (wpisowych), nic wielkiego się nie stanie. Wariancja statystyczna w końcu mi to odda. Gorzej, gdy ktoś opłaci wpisowe do turnieju, na który go nie stać: jego bankroll to np. 1 tys. zł i zagra dwa razy po 500 zł – ocenia.
Ważna jest też perspektywa. Nie można oceniać się na przykładzie jednego rozdania czy turnieju. Swoje postępy mierzy na przestrzeni co najmniej pół roku. Zdarzają się rekordowe przegrane – kilkadziesiąt wpisowych. Bywa, że wygrywa wysoko. Owszem, strategia to słowo klucz, ale to bardzo szerokie pojęcie. – Jak rozgrywać poszczególne ręce (rozdania), kiedy blefować i obstawiać, by przeciwnik pasował – wylicza. I zaraz dodaje, również żargonem, że podstawą jest mindset. – To nastawienie. Prawdę mówiąc, niedawno jeszcze miałem z nim problem. Denerwowałem się po bad beacie, przegranej w rozdaniach, gdy byłem faworytem. Zdarzało mi się wybuchnąć przy stole. Nie rzucałem żetonami, ale kląłem. Bywa, że jestem na pokerowym haju. Bywa, że się denerwuję, gdy pięć dni z rzędu mi nie idzie. Ale pracuję nad sobą.
A może na sportowo?
To wybitne umysły matematyczne, potrafiące podjąć skomplikowane decyzje w ułamku sekundy. Talenty, które są spychane do podziemia. Ludzie mogliby robić kariery, grać w zawodach jako reprezentanci kraju. To drażliwa kwestia dla związku – mówi z żalem Paweł Abramczuk. Wspomina ostatnie pokerowe mistrzostwa Europy. W turnieju kwalifikacyjnym w Wiedniu Polacy pokonali kilkanaście innych państw, a w finałach zajęli siódme miejsce. I to głównie siłami amatorów. – Żeby dostać się np. do reprezentacji Niemiec, trzeba było się pochwalić wygraniem w ciągu roku co najmniej 2 mln euro. Liczył się prestiż. A polscy zawodowcy nie chcieli startować w sportowych rywalizacjach, bo nie będą grać we free roll, za darmo – mówi.
Dlaczego? Nie ma dobrej odpowiedzi. On sam zrezygnował z funkcji prezesa Związku Pokera Sportowego, bo jak przekonuje, osiągnął założone cele. – Dostaliśmy, jako organizacja, zgodę na urządzanie gier poza kasynem. Decyzja zapadła w sierpniu 2016 r. Od kwietnia tego roku takie prawo mają też inne podmioty, pod warunkiem, że spełnią listę oczekiwań przewidzianych ustawą. Teraz wszystko w rękach ludzi przedsiębiorczych, by takie miejsca zaczęły powstawać – tłumaczy. Dlaczego więc nie wyrastają jak grzyby po deszczu? Batalia o zmianę przepisów trwała siedem lat. W tym czasie sporo osób zdążyło się zniechęcić.
Kilka tygodni temu odbył się Kongres Międzynarodowej Federacji Pokera Sportowego w Londynie. Władze poinformowały, że w ciągu dwóch, trzech miesięcy powinien być gotowy system do rozgrywek międzynarodowych, z regulaminem obowiązującym we wszystkich krajach świata. Do tej pory turnieje nie miały jednej formuły, różniły się. Zawodnicy byli trochę jak króliki doświadczalne. – Na Wyspach graliśmy w kapsułach London Eye, czyli wielkim Kole Milenijnym. Mieliśmy czipy elektroniczne w żetonach i kody kreskowe na kartach, a w stole umieszczono kamery. System rejestrował nasze ruchy – opowiada Abramczuk. Chodzi o to, by z czasem usunąć ze stołów prawdziwe karty i żetony. Na tych Mistrzostwach Europy każdy zawodnik na swoim smartfonie dostawał już dwie wirtualne karty z aplikacji zamiast kartoników. Po co to wszystko? – W niektórych państwach gry karciane są synonimem hazardu. Tak jest np. na Cyprze, a mimo to mistrzostwa odbyły się właśnie tam. W dodatku imprezę swoim patronatem objął tamtejszy minister sportu.
– To nie jest zabawa w kotka i myszkę z prawem – przekonuje Marek Romański, który dziś jest p.o. prezesa Związku Pokera Sportowego. Tłumaczy motywację międzynarodowej federacji. – Organizacja turniejów w pokera porównawczego na smartfonach to sprawa logistyczna, eliminująca np. wykorzystanie tysięcy realnych talii kart, umożliwiająca szybkie ogłaszanie wyników i analizę poszczególnych rozdań. A cel jest dla wszystkich wspólny: nikt nie chce siedzieć w szarej strefie – precyzuje.
Dlatego dziś związek powoli się odbudowuje. Tworzą go trzy stowarzyszenia: Polska Federacja Pokera Sportowego, Związek Pokera Sportowego ze Szczecina oraz Stowarzyszenie Popularnych Gier Towarzyskich „Mariasz”. Każde ma swoją drużynę, prowadzą między sobą rozgrywki. Przyłączają się też inne kluby pokerowe z całej Polski. – Myślę, że nam się uda – ocenia Marek Romański. A starać się warto, bo pod koniec roku odbędą się mistrzostwa świata w pokerze sportowym. Najprawdopodobniej w listopadzie, w Berlinie. Skąd ta niepewność? Bo cały czas trwają przygotowania. – Na świecie jest ponad 50 związków narodowych, z których każdy wystawi ekipę. To będzie gigantyczna impreza. Też chcemy wysłać reprezentację Polski. Zawodników najlepiej szukać, organizując rozgrywki krajowe. Żeby zdążyć do jesieni, należałoby za chwilę wystartować. Dlaczego nie ruszyliśmy z kopyta? Problem jest prozaiczny: wszystko kosztuje. Zatrudnienie sędziów, wynajęcie sali. Dotychczasowe prawo doprowadziło do tego, że wyprowadzono z Polski firmy bukmacherskie, które mogły być naturalnymi sponsorami. Dziś biznesmeni boją się takich inwestycji, słowo „poker” działa odstraszająco. Jest niechęć i obawa, czy aby na pewno działamy zgodnie z prawem.
Poker face
Dotychczasowe prawo zrobiło dwie rzeczy: zniechęciło do pokera sportowego. Czyli, mówiąc skrótowo, tego nie za pieniądze. A pokerzystów zawodowych wcisnęło do podziemia. – Ci drudzy najczęściej grają w sieci. Najlepsi potrafią jednocześnie uczestniczyć w 30 różnych rozdaniach – mówi Abramczuk. Ale taki elektroniczny odczłowieczony poker niezbyt mu się podoba. Co innego bezpośredni kontakt z innym graczem, przeniknięcie w cudzą psychikę, odczytanie zamiarów. To jest najciekawsze. To tworzy klimat. – Gra na serwerach jest czystym odruchem matematycznym – opowiada, stukając palcami w blat i naśladując klikanie w klawiaturę. To sztuka szybkiego wyboru: wyrzucam, wyrzucam, wyrzucam, przebijam, all in.
Paweł Abramczuk jest członkiem grupy, która w ostatnich zawodach dwa lata temu wywalczyła drużynowe mistrzostwo Polski. 12 osób. Jak się poznali? Ludzie sami się znajdują. Przychodzą na pokazowe sportowe turnieje, działa poczta pantoflowa. – Ja mam 52 lata, kolega 55 lat, reszta to osoby poniżej trzydziestki. Dobrzy matematycy, psycholodzy – opowiada. Jak często trenują? Cisza, pauza... No właśnie – odpowiedzieć na to pytanie wprost oznaczałoby przyznanie się do łamania prawa. – Trenujemy więc przez internet, np. na FB. Jest tam Zynga Poker, gdzie gra się o nic, dla zabawy – pada odpowiedź. A przy stole? – Zapomniałem. To takie popularne ostatnio w naszym kraju słowo. Sama pani widzi, że sytuacja wymaga unormowania.
W grze na żywo obowiązuje etykieta. Nie wolno obrażać, przeklinać, pić alkoholu, palić, rzucać kartami, żetonami. Niedozwolone są też pewne zagrania. Jeśli ma się najwyższy możliwy układ, nie wolno nie zagrać. Bo to oznacza, że możemy być w zmowie z kimś, komu nie chcemy odebrać żetonów. Zresztą inni zawodnicy od razu to wyłapią. Najciekawiej jest, gdy do stołu siadają obce osoby. Wtedy, dla własnego dobra, trzeba odrzucić wszystkie stereotypy. – I to jest w tej grze cudowne: nikogo nie interesuje wiek, płeć, kolor skóry. Liczy się działanie – mówią pokerzyści. Ważne, kto licytuje pierwszy, kto ostatni. Kilka rozdań na początku lepiej przegrać, by sprowokować innych. Po rozdaniu ten, kto pierwszy spojrzy w karty, jest najsłabszym ogniwem. Zawodowiec zagląda w nie dopiero, gdy przychodzi jego ruch. Wcześniej obserwuje innych. Czy przeczesują włosy, zakładają nogę na nogę. – Pochylamy się, gdy zazwyvzaj jesteśmy zainteresowani kontynuowaniem gry. Gracze uczą się nawzajem swoich reakcji. Dlatego dobry turniej nie trwa kilku godzin, ale trzy dni – mówi Abramczuk. Podkreśla, że najlepsi są jak skała, nie ruszają się niemal w ogóle. A co z tym, nad czym trudno zapanować? Wypiekami na twarzy, występującym na czoło potem, drżącymi powiekami i dłońmi? – Taka osoba nie zagrzeje miejsca przy stoliku.
Dla kogo kasyna?
Na hasło „poker” przed oczami zwykle przelatują nam filmowe klatki. Pół biedy, jeśli są to kadry z „Casino Royale”. O wiele częściej jest to jednak „Wielki Szu”, gdzie szulerzy grali w pokera pięcioma kartami. – To krajowa odmiana, czysto hazardowa, dawno zapomniana – mówią znawcy tematu. I żartują, że mamy przewrotne powody do dumy: stworzyliśmy swoją wersję gry. Poker przyszedł do nas podczas I wojny światowej, z okopów, od Amerykanów. A my go przetworzyliśmy, uprościliśmy. – Prawdziwy poker to Texas Hold’em, w którym trzyma się dwie karty. Co więcej, w systemie porównawczym gra się dokładnie tak samo, jak w sportowym brydżu. Ocenia się wynik i sposób rozwiązania zadania – mówi Paweł Abramczuk. Z tą wiedzą i tym przesłaniem odwiedził pięć komisji sejmowych w ciągu ostatnich lat. Za każdym razem odpowiadał na pytania, rozwiewał wątpliwości. Widział głowy, które kiwały ze zrozumieniem. Mówił, że polski związek jest członkiem międzynarodowej organizacji, która z kolei zrzeszona jest w klubie innych przy Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim. Że bierze udział w ogólnoświatowych pracach, które mają na celu uznanie pokera za dyscyplinę sportu umysłowego. Na równi z szachami, brydżem, warcabami czy go.
Dziś poker na pieniądze i jakiekolwiek nagrody rzeczowe, w miejscach do tego niewyznaczonych podlega karze do trzech lat więzienia lub grzywny – do 720 stawek dziennych, co daje w województwie mazowieckim kwotę rzędu 1 mln zł. – Minister finansów uważa, że nawet dyplom otrzymany w grze jest rzeczą, przedstawia wartość, tak więc podpada pod ustawę – mówi Marek Romański. A co do miejsc wyznaczonych przez ustawę... – W kasynie młodzi ludzie nie powinni przebywać. Owszem, zwycięzca potrafi zgarnąć na świecie i 10 mln dol. Taka suma działa na wyobraźnię, zamazuje obraz całości. Dlatego lepiej byłoby organizować turnieje ligi pokera poza kasynami. Ludzi przed hazardem trzeba chronić, hazard jest jak narkotyk.
– W kasynach do pokerowego stołu przysiadają się osoby uzależnione od jednorękiego bandyty, od ruletki. To wypacza grę – wtóruje mu Abramczuk. W Polsce powstało wiele ośrodków leczenia uzależnień – to pokłosie ustawy hazardowej. Ilu pokerzystów trafiło do nich w ciągu ostatnich siedmiu lat? – Ani jeden. Wiem, bo widziałem raporty przesyłane do Ministerstwa Zdrowia – mówi.
Ale najciekawsze jest to, że również zawodowi gracze w pokera stronią od krajowych kasyn. Odstrasza ich skutecznie podatek od wygranej: 25 proc. – Nie opłaca się startować. Średnio kilkaset złotych wpisowego i podatek płacony od obrotu. A powinien być od zysku po odliczeniu wszystkich kosztów – wylicza Piotr. Dla kogo więc są kasyna? Przed czym chroni ustawa? Piotr uśmiecha się dyplomatycznie. – Rząd zapowiada, że od 1 lipca będzie blokował strony WWW i operatorów, u których można było grać w pokera. Kto tu kogo oszukuje? Na emigrację się nie wybieram, będę nadal to robił, z domu. Pokerzyści mają to do siebie, że szybko adaptują się do nowych realiów. ⒸⓅ
Piotr grywa w miejscach niedostępnych dla zwykłych ludzi. – Tak, to podziemie – ucina. Ukryty klub, sala, prywatne mieszkanie. Trzeba wiedzieć, gdzie szukać i z kim rozmawiać. Ale nie jest tak, że przychodzą ludzie z półświatka i grają w oparach dymu z cygar. – Mnóstwo osób poznałem w ten sposób ze świata sportu, polityki. Kogo? No, pani wybaczy...