"Białorusini potrzebują pomocy, ponieważ są prześladowani przez autorytarny reżim Aleksandra Łukaszenki. Dochodzą do nas właśnie informacje, że dziś w Mińsku dziesiątki, jeśli nie setki osób, zostało zatrzymanych. Wszyscy są brutalnie wsadzani do aresztów. Nie wolno na to się zgadzać, nie wolno milczeć" - mówił PAP jeden z organizatorów manifestacji Vitaut Siwczyk z Ruchu Solidarności "Razem".

Przypomniał, że manifestacja, jak i wydarzenia w Mińsku, związane są z przypadającą 25 marca rocznicą ogłoszenia niepodległości Białorusi w 1918 r. "To jest najważniejsze święto narodowe Białorusinów, które nie jest uznawane przez obecne władze. Ale to dla mnie smutny dzień, ponieważ w ostatnich dniach został aresztowany także mój ojciec. Milicja porwała go z drogi na pogrzeb jego wujka; okazało się, że został brutalnie pobity i wsadzony do aresztu" - opowiadał Siwczyk.

Manifestacja rozpoczęła się przed pomnikiem Tadeusza Kościuszki i przeszła ulicami Warszawy przed pomnik Adama Mickiewicza, wzięli w niej udział głównie mieszkający w Polsce Białorusini; byli obecni również obywatele Ukrainy i mieszkańcy Warszawy. Wiele osób niosło biało-czerwono-białe flagi Białorusi, także flagi Unii Europejskiej oraz kartki z hasłami: "Europo, nie zapominaj o Białorusi", "Solidarni z Białorusią", "Uwolnić więźniów politycznych na Białorusi". Skandowano "Mińsk - Warszawa, wspólna sprawa", "Łukaszenka do kołchozu".

Protest wsparli politycy Platformy Obywatelskiej - posłowie Andrzej Halicki i Robert Tyszkiewicz.

"Dość tej tyranii. Macie prawo być tak jak my, wolni i niepodlegli. Jesteśmy z wami solidarni i nasz parlament zawsze będzie waszym domem, dopóki nie będziecie mieli wolnego parlamentu w Mińsku, dopóki nie będzie demokracji na Białorusi" - mówił Halicki.

"Białoruś musi być wolna. Nie spoczniemy i będziemy działać, dopóki na Białorusi nie będzie wolności i demokracji. Bo prawdziwa niepodległość zawsze łączy się z wolnością i demokracją" - dodał Tyszkiewicz.

W rozmowie z dziennikarzami manifestujący Białorusini, najczęściej studenci stołecznych uczelni, podkreślali, że Polacy powinni wiedzieć, co dzieje się w ich sąsiednim kraju i nie zapominać, że łamane są tam prawa człowieka. Zwracali uwagę, że w ich kraju od ponad dwóch lat jest głęboki kryzys gospodarczy, który powoduje, że ludziom żyje się coraz ciężej, a białoruskie władze dodatkowo wprowadziły specjalny podatek dla osób, które nie pracują. Dodawali też, że takie praktyki przypominają im najgorsze czasy komunizmu, gdy Białoruś należała do Związku Sowieckiego.

"Prosimy Polaków o pomoc, bo Polska ma doświadczenie, jak sobie z takim reżimem poradzić w sposób pokojowy" - mówili studenci. Podkreślili też, że jeżeli Europa nie upomni się o wolną Białoruś, to ich ojczyzną zajmie się Rosja. "Alternatywy nie ma" - dodali.

Manifestację w Warszawie zorganizowały trzy organizacje obywatelskie - Ruch Solidarności "Razem", Białoruski Dom w Warszawie i Europejska Białoruś.

W sobotę w Mińsku doszło do kolejnych zatrzymań obywateli Białorusi, którzy z okazji nieoficjalnego Dnia Wolności protestują przeciwko dekretowi o pasożytnictwie. Władze Białorusi uznają te protesty za nielegalne. Trwają one od połowy lutego i są przeciwko dekretowi o pasożytnictwie, który zobowiązuje osoby niepracujące do płacenia specjalnego podatku. Od marca trwają zatrzymania organizatorów i uczestników protestów. (PAP)