Dziennikarze opowiadają się za utrzymaniem dotychczasowych zasad pracy w Sejmie. Mimo tego obóz rządzący zapowiada zmiany.
Jeśli chcecie zmian, to je najpierw przedstawcie – apelowali do Stanisława Karczewskiego dziennikarze. Spotkania redaktorów naczelnych najważniejszych redakcji w Polsce z marszałkiem Senatu to pokłosie zapowiedzianych przez PiS zmian w organizacji pracy mediów w parlamencie oraz weekendowych protestów. W piątek większość mediów zorganizowała w ramach sprzeciwu wobec planowanych zmian regulaminu „Dzień bez polityków”, a wielu dziennikarzy wyszło protestować na ulicę.
Reklama

Reklama
– Uważam, że odnieśliśmy sukces, bo wszystkie nasze postulaty zostały spełnione. Na razie sprowadzały się do dwóch kwestii: „Nic o nas bez nas”, a do tego czasu żadnych zmian. Co dalej? Zobaczymy, jakie propozycje przedstawi marszałek i jak się odniesie do naszych merytorycznych uwag – mówi Jarosław Włodarczyk, prezes PressClub Polska. Pod listem tej organizacji do marszałka Sejmu, Marka Kuchcińskiego, podpisali się redaktorzy naczelni 28 redakcji, w tym szef DGP Krzysztof Jedlak.
Karczewski obiecał na wczorajszym spotkaniu, że dziś dziennikarze zostaną wpuszczeni do parlamentu po kilkudniowej przerwie i do czasu wypracowania nowych reguł będą relacjonować prace parlamentarzystów na dotychczasowych zasadach. Ale zastrzegł równocześnie, że utrzymania status quo nie będzie.
Nowe zasady Karczewski obiecał przedstawić do 6 stycznia. Tłumaczył, że chodzi między innymi o stworzenie lepszych warunków pracy i wyliczał, że w parlamencie akredytowanych jest ponad 800 dziennikarzy.
– Jest bardzo dużo kamer telewizyjnych, które przeszkadzają sobie wzajemnie – przekonywał.
Tymczasem to właśnie konieczność pozostania przy dotychczasowych zasadach postulowali zgromadzeni w Sejmie dziennikarze. Gdy na sali padło pytanie, kto jest za wprowadzeniem zmian w dotychczasowym regulaminie, nikt nie podniósł ręki, nawet przedstawiciele Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich czy tygodnika „W Sieci”, którzy odcięli się od protestów innych mediów w liście otwartym, sugerując, że to próba destabilizacji życia politycznego w Polsce.
– Nasza akcja nie miała politycznego szyldu, nie mieliśmy wpływu na to, jak wykorzystała ją opozycja. Nam chodziło o wolność słowa i nieskrępowany dostęp do informacji, a nie o ubeków. Nie stajemy ani po jednej, ani po drugiej stronie politycznego sporu. Nie robimy tego dla siebie, ale dla obywateli. W czasie tej akcji media wykazały niezwykłą solidarność ponad podziałami – tłumaczy Włodarski.
Według PiS w ramach nowych zasad pracy mediów w Sejmie tylko dwie osoby z redakcji mogłyby swobodnie poruszać się po głównym budynku parlamentu i tylko one miałyby wstęp na obrady. Reszta miała się zadowolić pracą w bocznym budynku, gdzie powstaje nowe centrum medialne. Jednocześnie nikt, oprócz mediów publicznych, nie mógłby rejestrować obrad żadnej z izb. Media i obywatele mieliby dostęp do zapisu obrad za pośrednictwem nagrań i stenogramów wypuszczonych przez parlament.