Pozorowana reforma? Cięcia w samorządach nikogo mocno nie zabolą

pieniądze
Nasi rozmówcy zwracają uwagę, że gdyby PiS naprawdę chciał, by cięcia zabolały samorządowców, mógłby po prostu zredukować kwotę bazową, której siedmiokrotności ich pensje przekroczyć nie mogą ShutterStock
30 maja 2018

Redukcja wynagrodzeń miała wynieść 20 proc., ale może być niższa. I nie każdy ją odczuje.

PiS co prawda bez większych problemów przeforsował nowe rozporządzenie w sprawie wynagradzania pracowników samorządowych, ale sama zapowiedź Jarosława Kaczyńskiego, że od teraz nie tylko w parlamencie, ale i w samorządach będzie żyło się „dużo skromniej”, może nie do końca się spełnić – przynajmniej w przypadku tej drugiej grupy.

Wszystko przez skomplikowany system wynagradzania samorządowców. Na pensję włodarza składa się kilka pozycji: wynagrodzenie zasadnicze, dodatek funkcyjny, dodatek specjalny i dodatek stażowy. Często są one od siebie współzależne, np. dodatek stażowy może wynosić maksymalnie 20 proc. wynagrodzenia zasadniczego. Gdyby zebrać wszystkie te składowe, pensja np. prezydenta dużego miasta czy marszałka województwa mogłaby wynosić nawet 13–14 tys. zł. Jest jednak jeden ogranicznik – całkowita pensja nie może przekroczyć siedmiokrotności kwoty bazowej. W związku z tym obecnie lokalny włodarz nie może zarabiać więcej niż 12 525,94 zł brutto.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.