Szpanowski: Procedura jest królem, rada szkoły niepotrzebna

13 kwietnia 2015

Szkoły udało się już wyremontować, na osiedlach postawić orliki, a w szpitalach dokupić sprzęt i położyć kafelki. Kiedy jednak zdarzy się, że z tej szkoły czy boiska dziecko trafi do szpitala, okazuje się, że najważniejsze porządki, te w głowach, ciągle przed nami.

Ubrany w gips albo uziemiony w szpitalnej sali uczeń teoretycznie może liczyć na lekcje indywidualne – w praktyce taka decyzja wymaga najpierw osobnego wniosku, potem długiej procedury w poradni, wypełniania absurdalnych rubryk, wreszcie czekania na obieg korespondencji i na wolne belferskie „moce przerobowe”. W efekcie skierowanie nauczyciela do dobrze mu znanego ucznia trwa długie tygodnie. Albo i dłużej, jeśli rodzice nie wykażą się sami wielką determinacją. Przez ponad miesiąc z całego przekładania podań żyją za to specjaliści z poradni, biurokraci i panie sekretarki – i tylko sam zainteresowany uczeń nie dostaje usługi, o którą chodzi. Gdy w końcu ją otrzyma, będzie (odpukać) na wylocie z leczenia, specjalna pomoc stanie się więc zbędna.

Pozostało 71% treści
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną subskrypcją Premium.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące


Możesz anulować w dowolnym momencie.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381557mega.png
©℗

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.