Autopromocja

Przedszkola: Rozporządzenie obowiązuje, ale dyrektor rodzica nie sprawdzi

Przedszkole
<p>Jeden wniosek wystarczy, by dziecko, mimo rządowych zakazów, nadal chodziło do przedszkola.</p>ShutterStock
31 marca 2021

Jeden wniosek wystarczy, by dziecko, mimo rządowych zakazów, nadal chodziło do przedszkola. Kierujący placówkami nie mają bowiem prawa, by weryfikować informacje podane przez opiekunów czy zbierać dane o ich zatrudnieniu.

Od trzech dni, w związku z przeciwdziałaniem trzeciej fali koronawirusa, w całej Polsce ograniczona jest praca stacjonarna m.in. przedszkoli, oddziałów przedszkolnych w szkołach oraz innych form wychowania przedszkolnego. Do 11 kwietnia powinny one realizować zajęcia przede wszystkim za pomocą metod i technik kształcenia na odległość. Chyba że rodzic złoży do dyrektora wniosek o ich zorganizowanie na terenie placówki.

Jednak zgodnie z par. 2 ust. 5 rozporządzenia ministra edukacji i nauki z 26 marca 2021 r. w sprawie czasowego ograniczenia funkcjonowania jednostek systemu oświaty w związku z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 (Dz.U. z 2021 r. poz. 561) możliwość ta przysługuje tylko wybranej grupie osób: opiekunom dzieci z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego oraz pracującym w podmiotach leczniczych. Jak zaznacza adwokat i ekspert ds. prawa oświatowego Beata Patoleta, kategoria ta jest dość szeroka. – Rozporządzenie daje możliwość złożenia wniosku znacznie szerszej kategorii rodziców niż medycy i służby mundurowe. Są to też nauczyciele, opiekunowie, pracownicy wszelkich służb, osoby pracujące w opiece społecznej, w żłobkach, klubikach dziecięcych. Rozporządzenie wyraźnie wskazuje, że chodzi o zatrudnionych np. w podmiotach wykonujących działalność leczniczą. A to oznacza, że do tej kategorii zaliczymy i lekarza, i panią sprzątającą, recepcjonistkę, pracownika ochrony – mówi prawniczka. Dodaje, że jeśli rodzic z tej wskazanej grupy wyrazi taką wolę, złoży wniosek, a nawet zakomunikuje to e-mailem czy przez SMS, po stronie dyrektora placówki materializuje się obowiązek zorganizowania jego dziecku opieki, kształcenia oraz terapii, bo ustawodawca nie zawęził w żaden sposób usług oferowanych przez te placówki.

Co na to RODO?

Prawniczka dodaje, że dyrektorzy placówek mają przyjąć wniosek i zorganizować zajęcia, ale nie są uprawnieni do tego, by weryfikować słowa rodziców i sprawdzać, czy faktycznie ich dziecko może chodzić na zajęcia stacjonarne. – Nie można też zmuszać rodziców do składania oświadczeń dotyczących ich miejsca pracy. Rodzic nie ma obowiązku ich podawać – podkreśla.

Innego zdania jest Andrzej Wasilewski, skarbnik gminy Gietrzwałd, biegły sądowy w sprawach finansów publicznych i rachunkowości budżetowej. W jego ocenie przedszkola powinny funkcjonować – choć w ograniczonym zakresie – po złożeniu przez rodzica wniosku ze wskazaniem miejsca zatrudnienia. Zaznacza on jednak, że należałoby to określić w przepisach, bo inaczej RODO nie pozwala dyrektorom na żądanie takich danych. Dodaje, że nie może tego zrobić także gmina, na terenie której funkcjonuje placówka. – Samorząd w ramach swych uprawnień może przetwarzać dane osobowe uczniów i osób zatrudnionych w szkole czy przedszkolu. Ale informacja o miejscu zatrudnienia rodzica należy do danych chronionych, więc urzędnicy przekroczyliby swoje uprawnienia, żądając wglądu do takich wniosków. Nawet gdyby to były przedszkola prowadzone przez JST – ocenia skarbnik.

Kontroli brak

Powstaje pytanie, czy oświadczenia będą składać jedynie uprawnieni do tego rodzice. Czy inni opiekunowie, wiedząc, że są one nie do zweryfikowania, nie zechcą w ten sposób obejść prawa? Zwłaszcza że w internecie są gotowe wzorce wniosków o zorganizowanie zajęć na terenie placówki, bez podawania miejsca pracy opiekuna. – Utrzymująca się pandemia oraz wprowadzane w związku z nią obostrzenia powodują zauważalny spadek akceptacji społecznej dla ustanawianych przez prawodawcę zakazów i nakazów. Jak się okazuje, dotyczy to już nie tylko lekceważenia nakazów zakrywania ust i nosa czy prowadzenia określonej działalności gospodarczej, lecz także organizacji kształcenia – mówi dr Patryk Kuzior, adiunkt na Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej. Podkreśla przy tym, że samorządy nie mają instrumentów, by kontrolować, a tym bardziej korygować rozwiązania dotyczące sposobu prowadzenia zajęć. – Kontrola może dotyczyć prawidłowości pobrania dotacji oraz jej wydatkowania. Tu ewentualne pole do popisu mają wizytatorzy kuratoriów oświaty, ale warunki pandemiczne nie sprzyjają prowadzeniu działań kontrolnych. Ponadto kontrolerzy w przypadku nieprecyzyjnych norm zwykle wykazują się postawą zachowawczą, trudno im uzasadnić stanowisko, że jakieś rozwiązanie nie jest prawidłowe – dodaje ekspert.

Spytaliśmy kuratorów, jak będą podchodzić do informacji, że wnioski składają nie tylko osoby wskazane w rozporządzeniu. Małopolskie Kuratorium Oświaty poinformowało, że jeśli dotrą do niego takie zawiadomienia, będzie indywidualnie badać zgodność działań dyrektorów z prawem, a w przypadku potwierdzenia nieprawidłowości – reagować. Z kolei pomorskie kuratorium odpowiedziało, że nadzór nad organizacją pracy sprawują organy prowadzące placówki. – Zatem z tymi pytaniami należałby zwrócić się do jednostek samorządu terytorialnego – są to organy rejestrowe dla placówek niepublicznych – lub do policji jako organu stojącego na straży prawa – poinformowała Beata Wolak z tamtejszego kuratorium.

Dotacja niezagrożona

Należy jednak podkreślić, że ograniczenie pracy przedszkoli nie oznaczają zawirowań w wypłacie dotacji oświatowej. – Obwiązujące przepisy nie dają podstaw do niewypłacania niepublicznym przedszkolom dotacji za czas zamknięcia placówek – mówi Patryk Kosela, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Świętochłowicach. Podobnie odpowiedzieli nam urzędnicy z Bytomia i Gdańska. – Ustawodawca nie zmienił przepisów dotyczących przekazywania dotacji, która jest należna na ucznia zapisanego do przedszkola czy szkoły w danym miesiącu. Dotacja należna jest bez względu na to, w jakiej formie odbywają się zajęcia – przypomina Patryk Rosiński z referatu prasowego gdańskiego magistratu. Dodaje, że miasto nie miało żadnych zgłoszeń dotyczących nadużywania czy podawania przez rodziców nieprawdziwych informacji dotyczących braku możliwości realizacji nauki zdalnej w domu. Choć, jak mówi, zdarzają się pojedyncze wypadki przyprowadzania dzieci przez rodziców, którzy mieli specyficzną sytuację rodzinną lub w przypadku niezrozumienia zapisów rozporządzenia w odniesieniu do miejsc pracy rodziców uprawnionych do przyprowadzenia dziecka do przedszkola lub szkoły.

Kiedy trzeba zorganizować zajęcia w placówce

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.