Komisja Europejska analizuje możliwość istotnych zmian w Europejskim Systemie Handlu Emisjami (ETS), który od dwóch dekad stanowi fundament unijnej polityki klimatycznej. Według ustaleń brytyjskiego dziennika „Financial Times” rozważane jest wydłużenie okresu obowiązywania bezpłatnych uprawnień do emisji CO₂ dla części przedsiębiorstw.
Warunkiem miałoby być utrzymanie inwestycji na terenie Unii Europejskiej. Dla przemysłu oznaczałoby to złagodzenie presji kosztowej, a dla państw takich jak Polska – dodatkowy czas na przeprowadzenie transformacji energetycznej.
Przegląd systemu ETS przed kluczowymi decyzjami
Europejski System Handlu Emisjami funkcjonuje od 2005 roku i jest jednym z najważniejszych mechanizmów służących ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych w Unii Europejskiej. Jego podstawą jest zasada „zanieczyszczający płaci”. Przedsiębiorstwa z sektorów energochłonnych muszą posiadać odpowiednią liczbę uprawnień odpowiadających ilości emitowanego dwutlenku węgla.
W pierwszych latach działania systemu znaczna część uprawnień była przyznawana bezpłatnie. Z czasem ich liczba była systematycznie ograniczana, aby skłonić firmy do inwestowania w mniej emisyjne technologie. W efekcie przedsiębiorstwa coraz częściej musiały kupować uprawnienia na rynku, gdzie ich ceny podlegały wahaniom i w ostatnich latach osiągały historycznie wysokie poziomy.
Obecnie Komisja Europejska prowadzi przegląd funkcjonowania ETS. W centrum dyskusji znajduje się pytanie, czy tempo odchodzenia od bezpłatnych uprawnień nie jest zbyt szybkie dla części europejskiego przemysłu, który jednocześnie musi mierzyć się z wysokimi kosztami energii, globalną konkurencją oraz koniecznością modernizacji zakładów produkcyjnych.
Dłuższe darmowe uprawnienia do emisji CO₂
Jak wynika z informacji ujawnionych przez „Financial Times”, Bruksela rozważa wydłużenie okresu przyznawania bezpłatnych uprawnień do emisji. Obecne przepisy zakładają ich całkowite wygaszenie do 2039 roku. Nowa propozycja mogłaby jednak sprawić, że część przedsiębiorstw korzystałaby z tego mechanizmu także w latach czterdziestych XXI wieku.
Nie oznaczałoby to jednak bezwarunkowego przedłużenia wsparcia. Z preferencji miałyby korzystać przede wszystkim firmy inwestujące na terenie Unii Europejskiej. Celem jest ograniczenie zjawiska przenoszenia produkcji poza Europę, określanego jako „ucieczka emisji” (carbon leakage), gdy przedsiębiorstwa lokują działalność w krajach o mniej restrykcyjnych regulacjach środowiskowych.
Według dokumentów analizowanych przez Komisję Europejską nawet w 2040 roku część sektorów gospodarki nadal będzie generowała emisje niezwykle trudne do wyeliminowania. Dotyczy to przede wszystkim przemysłu ciężkiego, hutnictwa, cementowni, przemysłu chemicznego czy produkcji nawozów.
Presja przemysłu i obawy o konkurencyjność
Europejskie organizacje przemysłowe od kilku lat alarmują, że gwałtowny wzrost kosztów związanych z ETS osłabia konkurencyjność przedsiębiorstw wobec producentów spoza Unii Europejskiej. Szczególnie widoczne było to podczas kryzysu energetycznego wywołanego wojną w Ukrainie i ograniczeniem dostaw rosyjskich surowców.
Peter Liese, niemiecki eurodeputowany z CDU, ocenił, że rozważane zmiany mogą okazać się dla przemysłu znacznie łatwiejsze do zaakceptowania niż obecne rozwiązania. W praktyce oznaczałoby to większą przewidywalność kosztów i dodatkowy czas na wdrażanie technologii niskoemisyjnych.
Dyskusja nie dotyczy jednak wyłącznie interesów przedsiębiorstw. Część ekonomistów zwraca uwagę, że gwałtowne podwyżki kosztów emisji mogą przekładać się na wyższe ceny energii, produktów przemysłowych oraz usług, co ostatecznie odczuwają konsumenci.
Polska liczy na dłuższy okres transformacji energetycznej
Debata wokół ETS ma szczególne znaczenie dla Polski. Krajowa energetyka nadal w dużym stopniu opiera się na węglu, a proces transformacji wymaga ogromnych nakładów finansowych. Według danych Komisji Europejskiej oraz Międzynarodowej Agencji Energetycznej Polska pozostaje jednym z największych producentów energii elektrycznej z węgla w Unii Europejskiej.
Kolejne polskie rządy od lat wskazują, że tempo zmian klimatycznych narzucane przez Brukselę powinno uwzględniać różnice w strukturze energetycznej poszczególnych państw. Argumentują, że kraje rozpoczynające transformację z innego poziomu potrzebują więcej czasu na przebudowę systemów energetycznych, rozwój odnawialnych źródeł energii oraz modernizację sieci przesyłowych.
Potencjalne wydłużenie okresu obowiązywania darmowych uprawnień mogłoby częściowo złagodzić presję kosztową odczuwaną przez polski przemysł energochłonny. Jednocześnie nie oznaczałoby rezygnacji z celów klimatycznych, lecz przesunięcie części obciążeń na dalsze lata.
Reforma ETS a cele klimatyczne Unii Europejskiej
Proponowane zmiany pojawiają się w momencie, gdy Unia Europejska pracuje nad nowym celem klimatycznym na 2040 rok. Komisja Europejska zapowiada redukcję emisji gazów cieplarnianych o około 90 proc. względem poziomu z 1990 roku.
Organizacje ekologiczne podkreślają, że ETS pozostaje najskuteczniejszym narzędziem ograniczania emisji w Europie i ostrzegają przed nadmiernym łagodzeniem systemu. Ich zdaniem wydłużenie okresu darmowych uprawnień nie może osłabić motywacji przedsiębiorstw do inwestowania w technologie bezemisyjne.
Ostateczne propozycje zmian mają zostać przedstawione przez Komisję Europejską w połowie lipca. To wtedy okaże się, czy Bruksela zdecyduje się na kompromis między ambitną polityką klimatyczną a oczekiwaniami przemysłu i państw członkowskich, które obawiają się gospodarczych skutków zbyt szybkiej dekarbonizacji.
Źródła:
- Financial Times
- Komisja Europejska
- Europejski System Handlu Emisjami (EU ETS)
- Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA)
- Parlament Europejski
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu