Lubelska multikulti, czyli jak miasto zarabia na zagranicznych studentach

Lublin
Nie ma co ukrywać, że ostatnio atmosfera się psuje. ShutterStock
3 października 2015

Polski student w Lublinie co miesiąc wydaje na życie 550 zł, ten z Ukrainy ok. 1000 zł. A już „zagraniczniak” studiujący medycynę wydaje ponad 3000 zł. Nic dziwnego, że Lublin hołubi prawie 6 tys. cudzoziemskich studentów.

Podobno „numer na Oczki” nie jest już tak popularny w Lublinie jak jeszcze kilka lat temu. Ale nadal zdarzają się sprytni taksówkarze, którzy gdy „świeżak” z zagranicy prosi o kurs do akademików na ul. Chodźki, wiozą go na ul. Oczki – adres wymawiany jest w łamanej polszczyźnie, więc można się pomylić. A że Oczki to drugi koniec miasta, to potem kasują jeszcze za odwiezienie już we właściwe miejsce. Jednak dziś znacznie częściej można spotkać taksówkarzy, którzy pilnują rozkładów jazdy pociągów oraz kursów lotów i całymi grupami podjeżdżają na dworzec oraz lotnisko, gdy przybywa kolejna grupa studentów z zagranicy.

Pozostało 97% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.