Autopromocja

Kolejna skuteczna metoda wyłudzania pożyczek. Ubezwłasnowolniony dłużnik nie do ruszenia

pieniądze, finanse, złotówki
Struktura wartościowa kredytów konsumpcyjnych (pożyczek) według przedziałów kwotShutterStock
18 kwietnia 2017

Do wyłudzeń pożyczek na skradzioną tożsamość doszła jeszcze jedna metoda. Pożyczkodawcy mówią, że walka z nią jest bardzo trudna.

PRZESTĘPCZOŚĆ

Na razie nie można mówić o pladze. Wynika to z efektu skali: w całym kraju jest około 90 tys. osób ubezwłasnowolnionych, podczas gdy sam Provident ma ponad 800 tys. klientów. Niemniej firmy mówią o pojawiających się przypadkach nadużyć, które polegają na wykorzystywaniu do zaciągania zobowiązań osób niemogących w pełni o sobie decydować. I coraz baczniej przyglądają się sprawie. Choćby dlatego – o czym DGP pisał kilka dni temu – że liczba osób z orzeczonym ubezwłasnowolnieniem rośnie, a sądy dość łatwo takie orzeczenia wydają. Na tyle łatwo, że zainteresował się tym rzecznik praw obywatelskich.

Dla firm pożyczkowych metoda na ubezwłasnowolnienie jest wyjątkowo trudna do wychwycenia. O ile w klasycznym sposobie wyłudzenia, czyli na skradzione dokumenty, jest szansa na zablokowanie takiej transakcji (jeśli dowód jest zgłoszony w rejestrze dokumentów zastrzeżonych), o tyle tutaj jest to praktycznie niemożliwe. Pożyczkobiorca nigdy nie powinien udzielić pożyczki osobie, która nie może sama o sobie decydować. Ale weryfikowanie, kto jest ubezwłasnowolniony, a kto nie, jest niewykonalne. Nie istnieje żadna baza, w której można to sprawdzić.

– Wychwycenie tego typu zdarzeń w przypadku pozyskania przez członka rodziny dostępu do konta osoby ubezwłasnowolnionej czy jej dokumentów jest niezwykle trudne. Pomocna byłaby wymiana informacji między pożyczkodawcami, nie wspominając o usprawnieniach legislacyjnych – mówi Adam Trzeciak, kierownik zespołu przeciwdziałania nadużyciom w Vivus Finance.

W podobnym tonie wypowiada się Marcin Żuchowski, dyrektor ds. ryzyka kredytowego w Providencie. Jak mówi, nie ma skutecznej weryfikacji, która zabezpieczyłaby przed wyłudzeniem tego typu. – W zasadzie powinna ona mieć miejsce przy jakiekolwiek umowie cywilnoprawnej. Oczywiście są różnego rodzaju narzędzia, za pomocą których można próbować ograniczyć ryzyko. U nas jest to odpowiednie szkolenie doradców. Oni wiedzą, że nie mogą udzielić komuś takiemu pożyczki i muszą być obecni przy podpisywaniu umowy. Jeśli ktoś ze sprzedawców miałby choć cień podejrzenia, że osoba może być ubezwłasnowolniona, ma zakaz zawierania umowy – mówi Marcin Żuchowski.

Sławomir Pawlik, dyrektor wykonawczy Profi Credit Polska, ocenia, że w firmach udzielających pożyczek metodą tradycyjną, przez sprzedawców, gdzie jest bezpośredni kontakt z klientem, trudniej dokonać wyłudzenia na ubezwłasnowolnienie. – Jednak w wypadku pożyczek zaciąganych zdalnie osoby ubezwłasnowolnione często są narażane na nieuczciwe działanie swoich bliskich. Internetowy formularz nie daje możliwości zweryfikowania, czy pożyczkobiorca dysponuje pełnią swoich praw – zwraca uwagę.

Nasz rozmówca podkreśla, że bliscy ubezwłasnowolnionych, którzy biorą udział w takim procederze, nie są bezkarni. Gdy wyłudzenie wyjdzie na jaw, powiadamiana jest prokuratura, wszczynane śledztwo, a sprawa może się skończyć wysoką grzywną.

Żuchowski dodaje, że firma może dochodzić spłaty zaciągniętego długu właśnie od osoby zaangażowanej, która wykorzystała czyjeś ubezwłasnowolnienie do zawarcia pożyczki. – Gorzej, jeśli osoba ubezwłasnowolniona sama z siebie zawarła taką umowę i nie ma dowodów, że osoby trzecie brały w tym udział. W takiej sytuacji dokonujemy umorzenia. Nie mamy właściwie innych opcji – konkluduje dyrektor z Providenta. 

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.