Autopromocja

Małecki: Stwierdzenie nieważności wyborów przez SN stworzy niebezpieczny precedens [WYWIAD]

Dr Mikołaj Małecki
Dr Mikołaj MałeckiMedia
7 maja 2020

- Władza polityczna jest sama ze sobą sprzeczna. Radości z pominięcia wyborów 10 maja i dążenia do nowych wyborów w stanie epidemii nie da się racjonalnie wyjaśnić - mówi w rozmowie z gazetaprawna.pl dr Mikołaj Małecki z Katedry Prawa Karnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, autor bloga „Dogmaty Karnisty”.

Władza polityczna jest sama ze sobą sprzeczna. Radości z pominięcia wyborów 10 maja i dążenia do nowych wyborów w stanie epidemii nie da się racjonalnie wyjaśnić.
Władza polityczna jest sama ze sobą sprzeczna. Radości z pominięcia wyborów 10 maja i dążenia do nowych wyborów w stanie epidemii nie da się racjonalnie wyjaśnić.

Dwóch polityków wymyśliło sobie, jakie będzie rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego i dopasowało do tego plan polityczny i kalendarz czynności wyborczych. To niebezpieczne rozumowanie. SN ma bowiem kilka możliwości: może stwierdzić, jak tego chcą Kaczyński z Gowinem, nieważność wyborów, ale również postępowanie umorzyć.

Moim zdaniem postępowanie to będzie bezprzedmiotowe i jako takie powinno zostać umorzone.

Należy odróżnić procedurę „wyborów” od ważności „wyboru”. Art. 129 ust. 1 Konstytucji mówi, że „ważność wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej stwierdza Sąd Najwyższy”. Oznacza to, że weryfikuje on czy dany kandydat został wybrany prawidłowo, a więc ktoś musi zostać „wybrany”. Tutaj, co już wiemy, 10 maja do takiego wyboru nie dojdzie. SN nie jest od tego, by naprawiać bezprawne zaniechania władzy politycznej, które doprowadziły do takiej sytuacji.

Lepsze to niż niebezpieczny precedens, polegający na możliwości ignorowania kolejnych wyborów w nieskończoność. Aktualnie stosowne kompetencje do zarządzenia nowych wyborów Marszałek Sejmu uzyska w sierpniu, czyli już po upływie kadencji obecnego prezydenta. Po tzw. opróżnieniu urzędu będzie dopiero podstawa prawna do rozpisania nowych wyborów.

Wtedy stosujemy przepisy takie jak do wspomnianego opróżnienia urzędu. Oznacza to, że Marszałek Sejmu musi zarządzić nowe wybory prezydenckie, które powinny się odbyć w ciągu 60 dni.

Te wybory w powyższym terminie zostały zarządzone. Poza wprowadzeniem stanu nadzwyczajnego nie da się ich przesunąć w żaden sposób zgodny z prawem. W praktyce w najbliższy weekend będzie obowiązywała zatem cisza wyborcza wraz ze wszystkimi jej konsekwencjami.

Teoretycznie można byłoby to potraktować jako agitację, a więc złamanie ciszy wyborczej. W takiej sytuacji groziłaby panu odpowiedzialność karna. Jednak nie wierzę, by w praktyce sąd skazał kogoś w takich warunkach. Nie zachodzi tu bowiem szkodliwość społeczna czynu.

Nie może być żadnego przeniesienia list poparcia ze starych wyborów na nowe. Wszystko w tym zakresie zostanie anulowane. Żadne rozwiązanie ustawowe tego nie zmieni. Już nie wspominając, że stanowiłoby to dyskryminację. Byliby bowiem kandydaci, którzy mają już gotowe listy i mogą kandydować. A co z osobami, które również chciałyby w tych nowych wyborach wystartować? Jak mają w czasie epidemii, i do tego w krótkim czasie, zebrać 100 tys. podpisów? Zorganizować jakieś zgromadzenie? Chodzić od domu do domu? To stwarzałoby tylko zagrożenie epidemicznego dla ludzi i kandydata.

Władza polityczna jest sama ze sobą sprzeczna. Radości z pominięcia wyborów 10 maja i dążenia do nowych wyborów w stanie epidemii nie da się racjonalnie wyjaśnić. Dlatego ten pakt polityczny nie rozwiązuje żadnego problemu, który aktualnie mamy w Polsce. Jedyne konstytucyjne rozwiązanie to wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, który już faktycznie trwa od kilku miesięcy. Cały czas trwa zagrożenie, istnieją wszelkie podstawy do ogłoszenia stanu nadzwyczajnego.

Ciężko stwierdzić. Nie wiemy jaki będzie wzór karty wyborczej po ewentualnych zmianach prawa. Już zapowiedziano nowelizację ustawy, która dzisiaj przeszła przez sejm. Do tego dochodzi kwestia zgłoszenia się nowego kandydata. Wystarczy jedna taka osoba, aby wszystkie te karty poszły na przemiał.

Moim zdaniem tak. Można będzie to bowiem rozpatrywać pod kątem ewentualnego niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego. Należy podkreślić, że karty były drukowane bezprawnie. To czy ich użyjemy w przyszłych wyborach nie zmienia oceny prawnej wszystkich tych czynności podjętych przed wejściem w życie ustawy, która zezwalałaby przeprowadzenie wyborów korespondencyjnych w Polsce.

Nie, konstytucja dokładnie wskazuje, że powinna się ona odbyć po 14 dniach. Nie można tego zmienić ustawowo.

Ten eksperyment pokazał jednak kolejne zagrożenia takiej formy głosowania. Z jednej strony mamy bowiem ryzyko, że nie zdążymy z II turą wyborów. Z drugiej zaś utworzenie o wiele większej liczby komisji może stwarzać problem z należytą ich kontrolą.

Można powiedzieć, że władza polityczna machnęła ręką na konstytucyjnie zarządzone wybory. Z jednej strony nie podjęto pewnych czynności żeby zorganizować je stacjonarnie. Nie mogła tego uczynić również PKW, której odebrano niektóre kompetencje w tym zakresie. Z drugiej zaś nie ma nowej ustawy, który pozwoliłaby na głosowanie korespondencyjne. Uchwalono ją w niekonstytucyjnym trybie. Polityczne zaniechania doprowadziły więc do sytuacji, w której obywatel w demokratycznym państwie nie może oddać głosu w konstytucyjnym terminie. Zarazem nie wprowadzono stanu nadzwyczajnego. Wszystko to naraz należy oceniać w perspektywie zaniechań za które można pociągnąć poszczególnych funkcjonariuszy publicznych do odpowiedzialności karnej oraz przed Trybunałem Stanu.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: gazetaprawna.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.