Autopromocja

Kryszkiewicz: Sądownictwo bez opieki prezydenckiej

Małgorzata Kryszkiewicz / fot. Wojtek Górski
Małgorzata Kryszkiewicz / fot. Wojtek Górski DGP
1 sierpnia 2016

I stało się to, czego spodziewali się wszyscy. Były co prawda apele o to, aby prezydent nie podpisywał nowej ustawy o Trybunale Konstytucyjnym, zanim nie przejdzie testu zgodności z ustawą zasadniczą. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy – nawet ci, którzy takowe formułowali, nie liczyli na to, że odniesie to jakikolwiek skutek.

Podniosą się teraz głosy, że to następny przeprowadzony przez obecny rząd zamach na władzę sądowniczą. Po raz kolejny jednak spróbujmy dociec prawdy. Czy to precedens ze strony teraźniejszej większości? Nie. Czy wcześniejsze ekipy rządzące takich zamachów się nie dopuszczały? Też nie. Skąd więc ten wrzask? Skąd to larum i rozgoryczenie? Odpowiedź jest prosta. Nie o samą treść ustawy chodzi – podobne legislacyjne zapędy ze strony władzy ustawodawczej działającej ramię w ramię z wykonawczą zdarzały się i wcześniej. Tego typu grzeszków nie uniknęła i poprzednio rządząca koalicja PO–PSL. Wystarczy wspomnieć mało chwalebną nowelizację prawa o ustroju sądów powszechnych, która miała m.in. pozwolić ministrowi sprawiedliwości zaglądać do akt sądowych.

Tyle tylko, że ustawa ta nigdy nie weszła w życie. Hamulcowym dla zawłaszczania sobie imperium przynależnego władzy sądowniczej przez rząd okazał się ówczesny prezydent – Bronisław Komorowski. Zdecydował, że noweli nie podpisze, zanim nie wypowie się na jej temat Trybunał Konstytucyjny. Przypomnę, że autorem spornego projektu był minister sprawiedliwości wywodzący się z tej samej partii co głowa państwa. I chyba nie trzeba wspominać, że w parlamencie, który ustawę przyklepał, większość w tamtym okresie również miała PO (w koalicji z PSL). Mimo to Bronisław Komorowski umiał postawić tamę zapędom, których nie wyrzekli się jego partyjni koledzy. Podejmując tę decyzję, na kilka chwil stał się rzeczywistym strażnikiem takich konstytucyjnych zasad, jak trójpodział władz, ich równowaga czy też odrębność władzy sądowniczej od dwóch pozostałych. Ktoś może powiedzieć, że niewiele ryzykował. Przecież, jak to powtarzają obecni rządzący, ówczesny i obecny prezes TK Andrzej Rzepliński to „prezes PO”. A jednak. Ten „stronniczy” trybunał zakwestionował w wyroku z 14 października 2015 r. (sygn. akt Kp 1/15) tę jedną z najważniejszych dla ówczesnych rządzących reformę sądownictwa. W efekcie ustawa nigdy nie weszła w życie.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.