Przesłuchania kandydatów niczym speed dating [OPINIA]

Ewa Szadkowska
Ewa Szadkowska DGP
29 sierpnia 2018

Nie ma sensu siadać do stołu, przy którym gra się znaczonymi kartami. Tak mi jakiś czas temu pewien zaprzyjaźniony prawnik wyjaśnił, dlaczego nie zamierza startować do Sądu Najwyższego i odwodzi od takiego pomysłu każdego, z kim się zetknął. Mój znajomy z pewnością nie był jedyny w takiej ocenie sytuacji – w wielu publicznych wypowiedziach przeciwników zmian w sądownictwie czaiła się sugestia, że przeprowadzane w siedzibie Krajowej Rady Sadownictwa przesłuchania kandydatów były zwykłą farsą. I nie chodziło o ich formę (tajną) czy tempo właściwsze dla organizowanych z myślą o singlach spotkań typu speed dating, ale o przekonanie, że wszystko i tak zostało z góry ustalone.

Jednak, śledząc kolejne decyzje zespołów KRS i całej rady, doszłam do wniosku, że trudno mi znaleźć ich wyraźny schemat. Pierwsze zdziwienie przyszło, w zasadzie jeszcze zanim rada zdążyła cokolwiek zrobić, bo wraz z informacją o rezygnacji Mariusza Muszyńskiego z walki o fotel sędziego Sądu Najwyższego. Wydawało się oczywiste, że jak ktoś orzekający w Trybunale Konstytucyjnym zgłasza swój akces do SN, i to do budzącej emocje nowo tworzonej izby dyscyplinarnej, to nie robi tego z powodu ułańskiej fantazji. Wycofanie się Muszyńskiego może potwierdzać, że nawet jeśli, jak spekulowano, szedł z misją zrobienia porządków w SN na wzór tych, jakie zaprowadził w trybunale, to po drodze pojawiły się jakieś nieoczekiwane przeszkody.

Pozostało 65% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.