Autopromocja

Sprawiedliwość negocjowana. Jaki skutek przyniesie reforma prokuratury?

Prawo
Osiągnięcie oczekiwanego odsetka spraw zakończonych ugodowo uważa za pobożne życzenieShutterStock
23 grudnia 2014

Sukces reformy procedury karnej miał zasadzać się na wyprowadzeniu większości spraw z sądów. Ale zamysł ma marne szanse na realizację

2028568-.jpg
Ułatwienia przy trybach konsensualnych

Aby udała się reforma procedury karnej w lipcu 2015 r., prokuratorzy muszą znacznie szerzej sięgać po tryby konsensualne – zakładające dogadanie się z podejrzanym. Twórcy reformy założyli, że wskaźnik ten podskoczy do 80 proc. Oskarżyciele mówią wprost: to myślenie życzeniowe, niepoparte żadnymi symulacjami. Obecne regulacje już dają szeroką możliwość wykorzystania tych ścieżek, gdy tylko jest taka wola stron. A efektów nie widać.

Jeśli mają rację, może się okazać, że cała reforma nie przyniesie oczekiwanego skutku, czyli skrócenia czasu trwania postępowań karnych.

Wiara bez badań

„O ile w sprawach, w których odbywać się będzie kontradyktoryjna rozprawa, postępowanie sądowe raczej skrócone nie będzie, to zapewne średni czas postępowania sądowego zostanie skrócony, jeśli uwzględni się szacunki, według których po wejściu w życie noweli 80 procent spraw w ogóle nie trafi na rozprawę” – wskazywał prof. Piotr Hofmański, jeden z współtwórców reformy procesu karnego („Wielka reforma Kodeksu postępowania karnego 2013”, „Forum prawnicze”, 4/2013).

Tryby konsensualne to załączenie do aktu oskarżenia wniosku o skazanie bez przeprowadzenia rozprawy lub niesprzeciwianie się wnioskom o dobrowolne poddanie się karze na etapie postępowania sądowego. Jak często prokuratorzy dziś z nich korzystają? Z danych Prokuratury Generalnej wynika, że w 2013 r. aktem oskarżenia, do którego dołączono wniosek o skazanie bez rozprawy, skończyło się 174 757 spraw, czyli 51,7 proc. postępowań zakończonych aktem oskarżenia.

– Wiara, że tryby konsensualne zrekompensują straty czasowe, jakie poniesie polski proces karny od 1 lipca 2015 r., nie jest poparta poważniejszymi badaniami. Przypomina raczej wróżenie z kuli. Owszem, rozszerzono zakres przedmiotowy dobrowolnego poddania się karze w trybie artykułu 335 k.p.k., ale nie sądzę, by liczba wniosków o takie zakończenie sprawy znacząco wzrosła – ocenia Jacek Skała, przewodniczący Związku Zawodowego Prokuratorów i Pracowników Prokuratury RP.

Jego zdaniem obrońcy nie będą zainteresowani takim zakończeniem postępowania.

– Nie będą oni namawiać klientów do skorzystania z poddania się karze. Kwota otrzymana od państwa za szybkie zakończenie sprawy będzie bowiem niższa, niż uzyskana w wyniku długiego, niezakłócanego przez sąd kontradyktoryjnego procesu – przypuszcza związkowiec.

Pobożne życzenia

Sceptycznie do założeń o rozszerzeniu ugodowych form podchodzi też Paweł Kaliszczak, prokurator, członek Rady Fundacji Prokuratorów i Pracowników Prokuratury im. Ireny Babińskiej.

– Wiara autorów reformy w tryby konsensualne opiera się m.in. na przekonaniu o skuteczności instytucji umorzenia postępowania na wniosek pokrzywdzonego, któremu sprawca wyrówna szkodę. Nie sądzę jednak, by był to kierunek optymalny z punktu widzenia szeroko rozumianej sprawiedliwości. Co więcej, może być powodem rodzących się głębokich patologii – ostrzega Paweł Kaliszczak.

Państwo bowiem, zamiast oskarżycielowi, odda stronom decyzję o zakończeniu postępowania. Chodzi o dodawany art. 59a kodeksu karnego. Pozwala on na umorzenie – na wniosek pokrzywdzonego – postępowań w sprawie drobniejszych przestępstw (z karą do 3 lub do 5 lat pozbawienia wolności), jeżeli sprawca, który nie był uprzednio skazany za przestępstwo umyślne z użyciem przemocy, naprawił szkodę lub zadośćuczynił krzywdzie.

– Mam obawy, że po pierwszym lipca zacznie się swoisty targ oparty na tej instytucji. Obrońcy i pokrzywdzeni powiedzą: zapłać tyle i tyle, a my złożymy wniosek o umorzenie. Ze sprawiedliwością będzie to miało niewiele wspólnego – przekonuje prok. Kaliszczak.

Osiągnięcie oczekiwanego odsetka spraw zakończonych ugodowo uważa za pobożne życzenie.

– Samo zniesienie dotychczasowych progów ustawowego zagrożenia karą pozbawienia wolności jako limitujących skorzystanie z dobrowolnego poddania się karze nie wywoła lawinowego wzrostu liczby wniosków składanych w trybie art. 335 czy 387 k.p.k. Poprzednia nowelizacja wprowadzająca instytucję zawartą w art. 335 również nie spowodowała rewolucji – przekonuje.

Zwraca też uwagę, że nowe przepisy w żadnym stopniu nie zwalniają prokuratora od uczynienia zadość prawdzie materialnej.

– Pamiętać trzeba, że rozszerzenie dotyczyć będzie przestępstw o najwyższym ciężarze gatunkowym. A doświadczenie wskazuje, że im poważniejsze zarzuty, tym skłonność do konsensualizmu mniejsza – podkreśla Kaliszczak.

Przypomina, że twórcy reformy zachęcają prokuratorów, by kierowali do sądu sprawy na niższym stopniu uprawdopodobnienia sprawstwa, dokumentując czynności np. notatkami policji.

– Gdybym był obrońcą po lipcu 2015 r. i zobaczyłbym w sądzie akt oskarżenia oparty na policyjnych notatkach przeciwko mojemu klientowi, z wnioskiem o dobrowolne poddanie się karze, doradziłbym mu wycofanie się z wniosku i przyznanie się do winy. Sprawa oparta na notatkach zakończy się wówczas uniewinnieniem, czyli de facto porażką sprawiedliwości w wyniku fatalnie skonstruowanego procesu – uważa prok. Kaliszczak.

Co zatem można zrobić, by rzeczywiście tryby konsensualne zdominowały i przyspieszyły proces karny?

– Wystarczy spojrzeć za naszą zachodnią granicę. Tam tryb konsensualny nie widzi sądowej sali. Ugodę zawiera się na prokuratorskim biurku, a przed sąd trafia co piata sprawa – opowiada prokurator Skała.

Tłumaczy, że niemiecki prokurator wyposażony jest w istocie w kompetencje w sferze wymiaru sprawiedliwości – w sensie decydowania o karze. I to najlepsza droga do odciążenia sądownictwa. – W uproszczeniu: jeśli zapłacisz państwu i pokrzywdzonemu, rozstajemy się w prokuratorskim gabinecie. Wychodzisz z niego z premią w postaci braku stygmatyzacji, bo twoje dane o karalności zawierać będą adnotację „nie figuruje”. Jeśli się na to nie zdecydujesz, to spotkamy się w sądzie – opisuje związkowiec.

Jedynie 20 proc. sprawców decyduje się na tę drugą drogę.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.