Natura nie obdarzyła mnie zbyt lotnym umysłem. Nie jestem w stanie opracować żadnego wynalazku ani wymyślić skromnego start-upu. Nie mam pojęcia, jak zarobić w pół roku bimbaliony na giełdzie i wytransferować zyski na jakąś Panamę. Może dlatego mam w sobie stosunkowo dużo wyrozumiałości dla błędów wynikających z głupoty, ignorancji czy nawet gapiostwa.
Śledząc procesy legislacyjne (tej czy poprzednich kadencji) wielokrotnie obserwowałem jak racjonalne argumenty ekspertów, czy tzw. strony społecznej, która na co dzień testuje działanie poszczególnych przepisów – odbijają się jak groch od ściany. Tłumaczyłem sobie, że parlamentarzyści są pewnie zaślepieni słusznością własnych pomysłów, albo też nie są po prostu w stanie zrozumieć, co się do nich mówi.
To samo w ostatnich tygodniach: łudziłem się, że wybrańcy narodu pracujący nad ustawą o obrocie gruntami naprawdę chcą uniemożliwić wykup ziemi rolnej przez cudzoziemców. Że tylko niechcący przy okazji robią z Agencji Nieruchomości Rolnych prawdziwe Eldorado dla krewnych i znajomych królika, zainteresowanych co bardziej łakomymi kąskami polskiej ziemi. Bo pole, nomen omen, do nadużyć otwiera się ogromne. Mieć znajomości w ANR to dziś więcej niż wygrać w totka.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.