Publikacja prywatnej korespondencji bez zgody jej autora, a już szczególnie gdy dotyczy takiej sfery życia prywatnego jak zdrowie, jest bezprawna.
W jednym z marcowych numerów „Polityki” z 2001 r. ukazał się artykuł „Po pierwsze Sandauer”. Z założenia miał obrazować leczenie bohatera i związane z nim komplikacje. Doprowadziło to zresztą do założenia przez niego stowarzyszenia ludzi poszkodowanych błędami medycznymi Primum Non Nocere (po pierwsze nie szkodzić).
Anonimowe cytaty
Autor przytoczył fragment wypowiedzi prof. K., który operował Adama Sandauera, i miał powiedzieć, że zamiast chirurga potrzebny jest bardziej psychiatra, a także anonimowych lekarzy, którzy mówili o skonfliktowaniu Sandauera ze środowiskiem lekarskim i sugerujących jego zły stan zdrowia psychicznego i jakby na potwierdzenie tego przytoczono fragment jego prywatnego listu. Profesor Sandauer poczuł się tą publikacją dotknięty i pozwał redakcję do sądu. Zażądał zamieszczenia oświadczenia o określonej treści i zadośćuczynienia za doznaną krzywdę w wysokości 30 tys. zł. W odpowiedzi redakcja dowodziła, że dziennikarz zebrał materiał rzetelnie, a fragment listu opublikował w ślad za „Super Expressem”, który zrobił to trzy lata wcześniej, a powód nie zgłaszał do tego zastrzeżeń.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.