Wikariak: Gdzie się podziali wszyscy pieniacze

Sławomir Wikariak
Sławomir Wikariak, dziennikarz Gazety PrawnejDGP / Wojtek Gorski
5 lutego 2015

Gdy osiem lat temu uchwalano przepisy ograniczające prawo do składania odwołań w tańszych przetargach, głównym argumentem byli pieniacze, którzy celowo mieli blokować przetargi. Bez względu na to, czy był choćby cień szansy na wygraną, mieli oni na złość urzędnikom wnosić odwołania tylko po to, by wydłużyć procedury.

Tak przynajmniej głosili zwolennicy zmian, które doprowadziły do tego, że przykładowo w przetargu budowlanym do wartości prawie 22 mln euro nie można zakwestionować opisu przedmiotu zamówienia, bezpodstawnego unieważnienia przetargu czy też wyboru najkorzystniejszej oferty. Umówmy się – w tych przetargach urzędnicy są praktycznie bezkarni, bo przedsiębiorcy nie mają prawa podważyć ich wyników. Jeśli prezydent miasta chce jeździć limuzyną określonej marki, to będzie nią jeździł, bo inni dilerzy nie mają prawa podważyć parametrów jednoznacznie przesądzających o zwycięzcy.

Pozostało 56% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.