Internet to potencjał, z którego prawnicy nie mogą zrezygnować

Włodzimierz Chróścik
Włodzimierz Chróścik Media
3 lipca 2015

Nie uda nam się zablokować sieci dla profesjonalnych prawników. Nie jesteśmy Koreą Północną - pisze Włodzimierz Chróścik, dziekan OIRP w Warszawie.

Media elektroniczne, portale społecznościowe, strony WWW, blogi... To wszystko czeka w sieci na profesjonalnego prawnika. Nic dziwnego, że od wielu lat trwa ożywiona dyskusja, jak radcowie prawni, adwokaci czy notariusze mają się poruszać w tym świecie.

Na polskim gruncie jest ona o tyle skomplikowana, że aktywność prawników w internecie to w dalszym ciągu dla wielu nowość, ale również i wielki problem. Z drugiej jednak strony, jak pokazują badania, które miałem okazję czytać w serwisie Prawnik.pl – wykonane przez amerykańską Agencję PR Jaffe – prawnicy „nie odkryli jeszcze potencjału social media”. Choć ponad 80 proc. dużych kancelarii ma profile na LinkedIn, to w Facebooku tylko 46 proc. Ostatnio natomiast zauważam w Polsce dość istotny wzrost aktywności mniejszych kancelarii, również jednoosobowych, w mediach społecznościowych. Strony internetowe kancelarii stają się narzędziem o charakterze powszechnym.

Dlaczego tak się dzieje? I tu znów będą pomocne badania: według analiz Eurostatu 28 proc. polskich firm zatrudniających ponad 10 pracowników używa mediów społecznościowych do komunikacji marketingowej. Jak doskonale widać, tego rodzaju działania mogą nieść za sobą możliwość kontaktu pomiędzy prawnikiem a potencjalnym klientem. Nie piszę tu już o osobach fizycznych, gdyż wśród Polaków używanie takich kanałów informacyjnych jest powszechne. To także nasi potencjalni klienci, którzy w naturalny sposób poszukują profesjonalnego pełnomocnika, korzystając z tych mediów.

Obserwuję wzmożoną debatę prowadzoną przez prawnicze samorządy zawodów zaufania publicznego na temat naszego zaangażowania w sieci. To delikatna kwestia. Z jednej strony trudno oczekiwać od władz samorządów prawniczych, że będą starały się znacząco utrudniać aktywność prawników w internecie. Z drugiej zaś warto zadać sobie pytanie o granice tej aktywności.

Kodeksy etyki profesjonalnych zawodów prawniczych, w tym radcowski, zawierają niekiedy regulacje, które wydawać by się mogły sprzeczne z rozwojem nowoczesnych technologii.

Osobiście uważam, że nie można kategorycznie zabraniać naszym członkom takiej aktywności. W ten sposób oddalibyśmy kolejne pole rozmaitym „doradcom prawnym”, których nie obowiązują żadne normy etyczne. Tym samym przekreślilibyśmy szanse wielu radców prawnych czy adwokatów na rozwój zawodowy i możliwość budowania przewagi konkurencyjnej na rynku usług prawnych. Takie działanie stałoby w sprzeczności z interesami tysięcy radców prawnych. Nie oznacza to oczywiście przyzwolenia na wolnoamerykankę w mediach społecznościowych.

Podam tu przykład właśnie ze Stanów Zjednoczonych, gdzie adwokat prowadzący swojej klientce sprawę rozwodową, chcąc zdobyć jak najwięcej informacji o jej mężu po to, by udowodnić niezgodność charakterów, zaprosił go do grona swoich znajomych na Facebooku. Śledził jego wypowiedzi, ba – niekiedy je inspirował. Czy jest to postępowanie zgodne z zasadami etyki zawodowej? Czy stoi ono w zgodzie ze standardami wykonywania profesjonalnych zawodów prawniczych w Polsce? Czy chcemy takich praktyk na naszym rynku? Tu chyba nie może być wątpliwości, że jest to zachowanie wysoce nieetyczne. Jednak takie sytuacje mogą się zdarzać i powinniśmy być na nie niezwykle wyczuleni.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Prawnik.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.