Im bardziej państwo miesza się do wymiaru sprawiedliwości pod pretekstem reform, tym dla nas wszystkich gorzej. Zmian zapowiadanych przez kolejnych ministrów sprawiedliwości nie widać. Mamy za to narastający bałagan. Frustrację środowiska sędziowskiego. Brak stabilizacji.
Na początek nieco statystyki. Od 1989 r., kiedy to z czasów komunizmu kroczyliśmy na drogę demokracji, fotel ministra sprawiedliwości był najgorętszym ze wszystkich. Minister Marek Biernacki jest 23. osobą na tym stanowisku. Wychodzi imponująca średnia 0,9 ministra na rok. A każdy z nich ma duże ambicje. Chce uchodzić za zbawcę wymiaru sprawiedliwości. Ale ledwie coś wymyśli, puści machinę w ruch, już musi odchodzić. Na jego miejsce przychodzi następny, który marzy o zdobyciu popularności i zrobieniu kariery politycznej. Bo prawo, wymiar sprawiedliwości to są sprawy, o których się mówi – dużo i głośno. Więc nowy szef robi głęboki wdech i też zaczyna zmieniać. Co gorsza, choć na początku transformacji ministrami zostawali najczęściej wybitni prawnicy, sławy i autorytety, to w miarę upływu czasu jakość prawniczego wykształcenia kierujących resortem słabła. Podobnie jak orientacja w temacie. Efekt?
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.