W czerwcu 2014 r. otwarto podejrzanym i pokrzywdzonym dostęp do akt gromadzonych przez prokuratora. Było to preludium do kontradyktoryjności – przepis, który formalnie należy do wielkiej nowelizacji k.p.k., ale obowiązuje już rok przed nią. Miał służyć osławionej równości broni: skoro prokurator przy użyciu państwowego instrumentarium zbiera dowody w sprawie, to strony – zwłaszcza ta, której grozi odsiadka – muszą te dowody znać. By móc się bronić.
Dopiero 8 kwietnia 2015 r. zamknięto dostęp do danych osobowych i wrażliwych zawartych w tych aktach. Od tego czasu prokuratorzy muszą dopilnować, by teczki udostępniane pełnomocnikom były innymi niż te, na których sami pracują. Ale dopiero w sprawach wszczętych po 8 kwietnia. Między czerwcem 2014 a kwietniem 2015 było mnóstwo czasu, by – zgodnie z prawem i standardami strasburskimi – przekazywać stronom akta śledztw in extenso. Tego wymagał przepis. Owszem – zastrzega on także, że udostępnienie następuje, o ile nie stoi temu na przeszkodzie dobro śledztwa lub ważny interes państwa.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.