Autopromocja

Rejestr pedofilów: Dużo populizmu, mało korzyści

Przemoc domowa
Ustawa przewiduje stworzenie rejestrów, w których będą umieszczane dane osób skazanych za przestępstwa seksualne.ShutterStock
4 stycznia 2016

Trudno założyć, że ktoś, kto np. rozprowadza pornografię dziecięcą, sam nie ma dzieci. Może to się skończyć w najlepszym przypadku szykanami wobec nich, jeśli nie aktami przemocy -mówi w wywiadzie dla DGP dr Piotr Kładoczny, Helsińska Fundacja Praw Człowieka.

2418329-.jpg
Dr Piotr Kładoczny, Helsińska Fundacja Praw Człowieka

A szkoda, bo jest to regulacja, nad którą trzeba się poważnie zastanowić. Mam nadzieję, że będzie można składać opinie do ustawy na etapie prac parlamentarnych.

Najbardziej kłopotliwy jest ten publicznie dostępny rejestr. W ogóle nie widzę potrzeby prowadzenia takiej publicznej bazy przestępców dostępnej online.

Jeśli już mowa o doświadczeniach zza Atlantyku, to warto przytoczyć wyniki dwóch raportów sporządzonych przez stojącą na straży wolności i praw obywatelskich organizację pozarządową ACLU (American Civil Liberties Union). Wynika z nich, że wprowadzenie takich rozwiązań nie doprowadziło do niczego pozytywnego. Nie przyniosło efektów ani w postaci spadku przestępczości, ani poprawy bezpieczeństwa. Projektodawcom chodzi raczej o poprawę poczucia bezpieczeństwa. To zresztą można znaleźć w uzasadnieniu ustawy.

To, że przy okazji możemy doprowadzić do wystąpienia wielu negatywnych zjawisk. Myślę tu przede wszystkim o napiętnowaniu społecznym tych ludzi. Rozumiem, że publicznie dostępne mają być dane tylko tych osób, które dopuściły się przestępstwa zgwałcenia ze szczególnym okrucieństwem na szkodę małoletniego poniżej 15 lat, a także przestępstw przeciwko wolności seksualnej i obyczajności w warunkach recydywy. Jednak publiczny dostęp do rejestru może sprawić, że napiętnowane będą nie tylko one, lecz także ich rodziny. Trudno założyć, że ktoś, kto np. rozprowadza pornografię dziecięcą, sam nie ma dzieci. Może to się skończyć, w najlepszym przypadku, szykanami wobec tych dzieci, jeśli nie aktami przemocy. Oprócz tego, że będzie można wytykać „wrednych zboczeńców”, nie ma więc żadnej wartości dodanej. Chociaż nie każdy, kto np. pomaga przewozić czy gromadzić dziecięcą pornografię, sam z siebie jest zboczeńcem. Mam wrażenie, że w tym zakresie nie ma zachowanej proporcjonalności. Ponadto decyzja o tym, czy umieszczamy czyjeś dane w takim rejestrze, powinna być indywidualna, uzależniona np. od prognozy kryminologicznej. Natomiast tutaj mamy do czynienia z automatyzmem, który nie zostawia marginesu swobody dla sądu.

W tym przypadku nie zaryzykowałbym takiego stwierdzenia. Mam natomiast zastrzeżenia co do zapisów mówiących o tym, że przed zatrudnieniem lub przed dopuszczeniem osoby do innej działalności związanej z wychowaniem, edukacją, leczeniem małoletnich lub z opieką nad nimi, pracodawcy lub inni organizatorzy w zakresie takiej działalności zobowiązani są do sprawdzenia rejestru. To oczywiste, że nie można zatrudnić takiej osoby jako np. wychowawcy, ale jakich jeszcze funkcji czy zawodów ma to dotyczyć, nie do końca wiadomo. Sformułowanie „związane z...” jest bardzo szerokie. Poza tym dany skazany widnieje w rejestrze do momentu zatarcia skazania. Jeśli ono nastąpi za dwa miesiące, to czy zatrudnienie takiej osoby będzie wykroczeniem? Za dwa miesiące będzie już przecież można spokojnie taką osobę zatrudniać. Nie widzę w tym większego sensu.

Co do zasady to nie jest najgorszy pomysł. Jeśli miałby posłużyć do tego, że np. dzielnicowy, nie dekonspirując danego człowieka, będzie mógł zwracać na niego większą uwagę, to byłoby to bez wątpienia pozytywne. Niemniej jednak uważam, że to dość populistyczny projekt mający pokazać, że rząd troszczy się o dzieci i chce utrudnić życie pedofilom. Takie działania zawsze wzbudzają poklask. Ale moim zdaniem nie przyniesie to większych korzyści, a tak jak wspomniałem, może negatywnie odbić się na rodzinach skazanych.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.