Nasz środowy tekst o tym, co się dzieje w Sądzie Rejonowym w Olsztynie, jeżeli chodzi o zasady przydziału spraw sędziom („Jak w praktyce (nie) działa losowy przydział spraw”, DGP nr 226/18) wywołał spore poruszenie, i to nie tylko w środowisku sędziowskim.
W myśl zasady „uderz w stół a nożyce się odezwą” swoje trzy gorsze postanowiło dorzucić Ministerstwo Sprawiedliwości. Niby to zrozumiałe, wszak to ono jest twórcą systemu losowego przydziału spraw, więc powinno być żywo zainteresowane doniesieniami na temat nawet ewentualnych nieprawidłowości w jego stosowaniu. A zarzuty stawiane w artykule są przecież poważne. Wiele bowiem wskazuje na to, że prezes olsztyńskiego sądu bez ustawowych podstaw wyłączył z losowania pewnej problematycznej sprawy siebie i swojego zastępcę. Jednak resort sprawiedliwości, zamiast wziąć sprawę na poważnie i zbadać w ramach nadzoru, co tak naprawdę wydarzyło się w Olsztynie, całą winę za zaistniałą sytuację zrzucił na dziennikarza, który problem opisał, a więc na moją skromną osobę. W rozsyłanym wszem i wobec oświadczeniu w sprawie mojego artykułu (tu rodzi się pytanie, skąd taka, nieprzewidziana przez prawo prasowe, forma) często i gęsto padają określenia typu „nieprawdziwa sugestia” czy „bezpodstawne zarzuty”.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.