Normalne życie tym m.in. różni się od życia polityków, że z reguły jak się zwyczajny człowiek z czymś pomyli, to zazwyczaj spotykają go za to niemiłe konsekwencje. Natomiast polityków nie zawsze. Z uwagi na to, że jakość stanowionego prawa jest nie najwyższych lotów (o czym świadczy konieczność nowelizowania na okrągło tych samych przepisów), to szansa na to, że „pomyłka” – w mniemaniu parlamentarzysty – przyniesie akurat coś dobrego, jest całkiem spora.
Z taką właśnie sytuacją mieliśmy do czynienia podczas ubiegłotygodniowego posiedzenia Sejmu, podczas którego pod głosowanie posłów zatwierdzono prawdziwą ustawową „bajaderę” – miks ustaw, niepowiązanych ze sobą w żaden logiczny sposób, którego jedynym wspólnym mianownikiem była chęć wypchnięcia i uchwalenia wszystkiego, na czym zależało ministrowi sprawiedliwości. Ech, czego tam nie ma! Przy jednym ogniu resort sprawiedliwości zarazem poprawia skopany kodeks karny, przełamuje uchwałę Sądu Najwyższego w sprawie składów jednoosobowych, betonuje wpływ Suwerennej Polski na prokuraturę i impregnuje ją na wypadek zmiany władzy, a także wprowadza na stałe rozwiązania wdrożone specustawą covidową, które miały być rozwiązaniami prowizorycznymi, takie jak e-doręczenia czy zdalne rozprawy.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.