Na zmiany w kodeksie pracy nie zgadzają się jednak
związki zawodowe. Ich zdaniem pracodawcy chcą wykorzystać sytuację i obawy związane z kryzysem, aby uzyskać nowe uprawnienia kosztem podwładnych.
Zmiany w czasie pracy
W ubiegłym tygodniu Komisja Europejska zwróciła się do wszystkich państw członkowskich o zwiększenie elastyczności w organizowaniu czasu pracy w związku z sytuacją gospodarczą.
- Korzystne byłoby wprowadzenie tzw. banków czasu pracy, dzięki którym łatwiej można dostosować godziny pracy do potrzeb zakładu - mówi Witold Polkowski, ekspert Konfederacji Pracodawców Polskich.
Dzięki takiemu rozwiązaniu pracownik, który był zwolniony z obowiązku
świadczenia pracy w okresie przerwy w produkcji, odpracowywałby ten czas w późniejszym terminie (np. w okresie koniunktury gospodarczej).
- Taki system sprawnie funkcjonuje w Niemczech. Trzeba jednak pamiętać, że rozwiązanie to musi być korzystne nie tylko dla pracodawcy, ale też dla pracownika - mówi prof. Mieczysław Kabaj z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych.
Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, aby pracodawcy i pracownicy uzgodnili, że
praca w zwiększonym wymiarze (np. w okresie wzmożonej produkcji) będzie dodatkowo wynagradzana.
Pracodawcy popierają też propozycje Komisji Europejskiej dotyczące zmian w dyrektywie o czasie pracy. Zgodnie z nimi, firmy mogłyby w niektórych okresach wydłużać tygodniowy czas pracy nawet do 65 godz., pod warunkiem że zgodzą się na to i pracodawcy, i pracownicy. Projektem KE jeszcze w grudniu ma zająć się Parlament Europejski, który już zgłosił swoje propozycje zmian w dyrektywie.
Na takie rozwiązanie nie zgadzają się związki zawodowe.
- Wydłużenie, nawet okresowe, dobowego wymiaru czasu pracy oznacza, że pracownik musiałby zadbać np. o opiekę nad dzieckiem lub o dojazdy do domu w późniejszych godzinach. Na nowo trzeba byłoby ustalić zasady przerw w pracy - tłumaczy Zbigniew Kruszyński z NSZZ Solidarność.
Zdaniem pracodawców korzystnym rozwiązaniem byłoby też zlikwidowanie ograniczeń w wyborze rozkładu czasu pracy.
- Na przykład tylko pracownik może zaproponować przełożonemu, że chce pracować w systemie weekendowym - mówi Monika Łukomska z firmy Albrecht, właściciela sieci domów handlowych.
Dla firm korzystne byłoby też wprowadzenie równoważnego systemu czasu pracy, w którym dopuszczalne jest przedłużenie dobowego wymiaru czasu pracy do 12 godz., w zamian za skrócenie innych dniówek lub udzielenie wolnego.
- Jest to jednak możliwe tylko wtedy, gdy zastosowanie takiego systemu uzasadnia rodzaj pracy lub jej organizacja - mówi Katarzyna Grzybowska-Dworzecka z Kancelarii Michałowski, Stefański Adwokaci.
Związkowcy nie podzielają jednak opinni pracodawców w tej sprawie.
- W okresie wzrostu gospodarczego firmy nie domagały się poprawy warunków zatrudnienia pracowników. Dlaczego więc mają oni ponosić konsekwencje z powodu kryzysu gospodarczego - dodaje Andrzej Radzikowski, wiceprzewodniczący OPZZ.
Mniej składek
Związkowcy popierają natomiast propozycję, aby firmy, które mają kłopoty finansowe, mogły otrzymać pożyczkę z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Obecnie FGŚP może wypłacać zaległe pensje pracownikom, ale dopiero po ogłoszeniu upadłości zakładu pracy.
- W latach 1997-2002, czyli w okresie, gdy fundusz miał prawo pożyczać firmom pieniądze na wynagrodzenia, udało się w ten sposób uchronić przed likwidacją około 0,5 mln miejsc pracy - mówi prof. Mieczysław Kabaj.
Dlatego, jego zdaniem, należy ponownie umożliwić pracodawcom ubieganie się o taką pomoc. Fundusz powinien jednak wypłacać pieniądze tylko tym firmom, którym banki odmówiły kredytu na kontynuowanie ich działalności.
Pracodawcy podkreślają, że Funduszowi nie powinno zabraknąć pieniędzy na taką formę wsparcia. W styczniu 2008 roku dysponował on kwotą 3 mld zł.
- Dla firm, które znajdą się w trudnej sytuacji, dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie zwolnień z konieczności opłacania nie tylko składki na FGŚP, ale także na Fundusz Pracy - uważa Marcin Kowalewski z firmy MR Tech, produkującej aparaturę grzewczą.
Podkreśla, że obie składki w całości płacą pracodawcy, więc to oni wyłącznie ponoszą takie koszty.
Zdaniem prof. Mieczysława Kabaja takie rozwiązanie może być jednak ryzykowne, gdyż kryzys gospodarczy spowoduje wzrost bezrobocia, a to właśnie z FP przekazywane są pieniądze na przeciwdziałanie temu zjawisku. Firmy częściej mogą też ogłaszać upadłość. W takich sytuacjach ze środków FGŚP przekazywane są pieniądze na zaległe wynagrodzenia pracowników likwidowanych zakładów. A przecież pracodawcy ubiegają się także o to, aby fundusz wypłacał im pożyczki na ratowanie zakładu.
Ruchome wynagrodzenia
- Żadne zmiany dotyczące czasu pracy lub opłacanych składek nie uchronią rynku pracy przed skutkami kryzysu, jeśli system wynagradzania w Polsce nadal będzie tak sztywny, a pracodawca i pracownik nie będą mogli w prosty sposób ustalić, że np. przez trzy miesiące pensje będą o kilkanaście proc. niższe - uważa Jan Rutkowski, główny ekonomista Banku Światowego w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.
Jednak zdaniem związkowców dalsze ułatwienia w tym zakresie nie są konieczne. Już teraz strony mogą zawierać takie porozumienia.
- Istnieje przecież instytucja wypowiedzenia zmieniającego. Takie rozwiązanie można też zawrzeć np. w porozumieniu kończącym spór zbiorowy - mówi Andrzej Radzikowski.
Dodatkowo, zgodnie z kodeksem pracy, w firmach, które nie są objęte układami zbiorowymi lub zatrudniającymi mniej niż 20 pracowników, zawarte mogą być porozumienia o stosowaniu mniej korzystnych warunków zatrudnienia niż te wynikające z umów o pracę. Ich zawarcie może uzasadniać wyłącznie trudna sytuacja finansowa firmy.
Pracodawcy chcą też, aby kodeks pracy różnicował ich odpowiedzialność w razie nieterminowego wypłacania wynagrodzeń. Obecnie każdy pracodawca, który nie wypłaca pensji w terminie, obniża bezpodstawnie jej wysokość lub dokonuje bezprawnych potrąceń, podlega karze grzywny do 30 tys. zł.
- To niesprawiedliwe rozwiązanie, gdyż takiej samej karze podlega firma, która nie wypłaciła kilku kolejnych wynagrodzeń podwładnym, jak i ta, która jednorazowo wypłaciła 90, a nie 100 proc. pensji - mówi Witold Polkowski.