Kleiber: Deregulacja zawodów to wyzwanie większe, niż myślimy

5 kwietnia 2012

Uwolnienie dostępu do wielu reglamentowanych zawodów stało się dzisiaj sztandarowym, oprócz reformy emerytalnej, przedsięwzięciem rządu. Zwolenników projektu ministra Gowina jest wyraźnie więcej niż przeciwników. I słusznie – liczba 380 regulowanych w Polsce zawodów jest przerażająca wobec średniej europejskiej wynoszącej 150, nie mówiąc już o liderach w tym zakresie, takich jak Estonia (47 zawodów).

Poglądy przeciwników sprowadzają się do tezy, że pozostawienie sprawy działaniu wolnego rynku jest ryzykowne bądź wręcz z gruntu szkodliwe – w końcu zapewnienie takiej swobody jest naczelnym dogmatem gospodarki neoliberalnej, a ta jest w ich opinii całkowicie skompromitowana. Ale i zwolennicy deregulacji są często zbyt zapalczywi w swojej argumentacji. Niełatwo na przykład przyjąć założenie o niepogorszeniu, choćby tylko w pierwszym okresie po deregulacji, jakości świadczonych usług. Trudno także uwierzyć w automatyczne powstanie 100 tys. nowych miejsc pracy – dlaczego miałoby nagle być potrzebnych więcej taksówkarzy czy przewodników turystycznych? Będą zapewne inni, ale czy więcej? Wreszcie naiwny jest pogląd, że deregulacja będzie stanowić panaceum na całość niedomagań naszej gospodarki. Ważniejsze dla poprawy jej funkcjonowania jest bowiem wprowadzenie bardziej racjonalnych zasad stanowienia i stosowania prawa, otwierających wreszcie przestrzeń dla ciągle nie w pełni wykorzystanej polskiej przedsiębiorczości i innowacyjności, czy też poprawa skuteczności działania sądów gospodarczych.

Ale oczywiście zgoda, deregulować trzeba. Niezależnie od pewnej ostrożności w działaniu, czyli uwalniania stopniowego i w niektórych przypadkach z pewnością niecałkowitego, ważna jest ogólniejsza refleksja na ten temat. Są bowiem według mnie dwa elementy absolutnie niezbędne do pełnego sukcesu wprowadzanych zmian. Pierwszym jest cały polski system kształcenia. To w jego ramach przyszli pracownicy muszą być wyposażani w tę właśnie wiedzę, która jest dzisiaj sprawdzana przez ciała powołane do certyfikacji i licencjonowania, ze wszystkimi wadami korporacyjnego sposobu myślenia, często dominującymi w tych procedurach. Do osiągnięcia przez system kształcenia takiej pożądanej cechy potrzebna jest znajomość rzeczywistych efektów edukacji, a nie tylko posiadanie zaświadczeń czy dyplomów potwierdzających formalne odbycie studiów czy szkoleń.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.