Statystycznie przybędzie bezrobotnych. A praktycznie...
ikona lupy />
Czy to, że ostateczne wyniki spisu powszechnego mogą pokazać, że bezrobotnych jest w Polsce znacznie więcej, niż dotąd podawano, ma jakiekolwiek znaczenie?
Z jednej strony nie. To, że w statystyce znajdziemy się w rubryce: pracujący albo bezrobotny, w życiu żadnego z nas nic nie zmieni. Nie staniemy się bogatsi ani też nie zbiedniejemy. Tak samo jak nic nie zmieniają informacje, że rekordy bije polski eksport albo że statystycznie każdy Polak ma co najmniej jeden telefon komórkowy. Nie ubędzie też żadnemu z miliona pechowców, których danymi urząd statystyczny jeszcze nie dysponuje.
Ale to tylko jedna strona. Statystyka nie jest przecież powadzona dla niczyjej (poza być może samymi statystykami) przyjemności. Ona ma służyć do tego, byśmy wiedzieli, w jakim stanie jest nasza gospodarka – w tym wypadku rynek pracy. I żeby decydenci na podstawie tej wiedzy byli w stanie podejmować sensowne decyzje.
I nie myślę tylko o pobudzaniu zatrudnienia. Do tego wystarczą nam podawane co miesiąc dane o bezrobociu rejestrowanym, które pochodzą z urzędów pracy. Dzięki nim wiadomo, ile potrzeba co miesiąc na zasiłki dla bezrobotnych, a nawet komu zafundować pomoc z Funduszu Pracy (gdyby były na to pieniądze).
Mam na myśli raczej na przykład wysokość stóp procentowych. Ekonomiści posługują się pojęciem stopy bezrobocia niepowodującej przyspieszenia inflacji. NBP wylicza ją na niecałe 10 proc. Posługuje się oczywiście danymi z badania aktywności ekonomicznej ludności. Wyliczenia banku pokazują, że faktyczne bezrobocie dziś jest nieco niższe od takiego, które chroniłoby nas przed inflacją.
Ale jeśli w rzeczywistości bezrobocie wynosi 13 proc., to znaczy, że presja inflacyjna w naszej gospodarce to bardzo odległa perspektywa (a z całą pewnością trzeba poświęcić chwilę na wyliczenie „stopy bezrobocia równowagi” zupełnie na nowo).
Tymczasem – jak spodziewa się duża część analityków – jutro Rada Polityki Pieniężnej może podnieść stopy procentowe, by bronić nas przed hydrą inflacji. Czy w tej sytuacji podwyżka byłaby potrzebna?