Ludzie podróżują po świecie za pracą. I musi być ktoś, kto zainterweniuje – niezależnie od tego, czy to Ukrainiec w Polsce znalazł się w kłopotach, czy Polak w Irlandii ma problem, by doprosić się należnej mu pensji - mówi w wywiadzie dla DGP prof. Jurij Kariagin, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Ukraińskich w Polsce, prezes Stowarzyszenia Polska–Ukraina, pracownik naukowy Uniwersytetu Kijowskiego.
Każdego dnia przyjmuję 10–15 takich osób. To dramatyczne, ale w gruncie rzeczy podobne do siebie historie ludzkie: ktoś zapłacił pośrednikowi za załatwienie pracy i pozwolenia na nią, wykosztował się na podróż do Polski, a potem okazało się, że tej pracy nie ma. I nie ma ani za co żyć, ani za co wrócić do domu. Albo dostaje pracę, która jest rodzajem współczesnego niewolnictwa – w fatalnych warunkach, po kilkanaście godzin dziennie, a jeszcze na koniec mu za nią nie zapłacą. W szarej strefie przemoc, handel ludźmi, dyskryminacja są na porządku dziennym. Ale też tam, gdzie są pieniądze w grze, zawsze pojawi się mafia, która będzie chciała zarobić kosztem biednych, nieświadomych ludzi. A produkowanie i sprzedawanie lewych papierów to bardzo opłacalny interes: za dokumenty, które wprawdzie pomogą wyrobić polską wizę, ale nic poza tym, bandyci biorą po 200–600 euro. Do mnie także mafiosi przychodzili, proponowali wejście w interes. Źle trafili.
Wie pani, to może jest i słuszne, co mówią, ale nie do końca prawdziwe. Bo po pierwsze do Polski, w ogóle do Europy Zachodniej, wyjeżdża i chce wyjechać masa osób. Nad Wisłą jest ich już około miliona, w innych krajach kolejny milion. To zrozumiałe, jeśli się weźmie pod uwagę, że w ojczyźnie mogą zarobić równowartość stu dolarów, a tutaj pięć razy więcej. W dodatku na Ukrainie jest niespokojnie, ludzie myślą, jakby tu znaleźć lepsze miejsce do życia dla siebie i rodzin. To, nawiasem mówiąc, jest bardzo niekorzystne dla kraju, jego przyszłości, zwłaszcza jeśli ci emigranci nie odprowadzają składek na ubezpieczenie społeczne – ani u siebie, ani w Polsce. Taka sytuacja zemści się w przyszłości. Jednak ten pęd migracyjny jest faktem, na który nic nie możemy poradzić. Wyjeżdżają wszyscy – ludzie dobrze wykształceni, świadomi, ale także ci, którzy są gorzej wyedukowani. Natomiast większość pielęgnuje w świadomości jakieś mity na temat Polski. Wydaje się im, że to kraina mlekiem i miodem płynąca, że pieniądze rosną tutaj na drzewach, a praca czeka na każdym rogu. Te wyobrażenia podsycają ich krewni, którzy wyjechali i nawet jeśli mają ciężko, opowiadają bliskim bajki, żeby pokazać się jako zwycięzcy, ci, którym się udało.
Nikt nie chce wyjść na nieudacznika, więc wolą kłamać rodzinom niż powiedzieć, jak jest. Szwankują także edukacja i informacja. Tutaj widzę naszą wielką rolę – we współpracy z polskimi instytucjami, mediami, podawać Ukraińcom rzetelną informację. Jak załatwiać sprawy urzędowe, za co trzeba będzie, a za co nie powinno się płacić etc. Jednocześnie uczymy naszych rodaków swojego rodzaju savoir-vivre’u, gdyż różnice mentalnościowe, w podejściu do dyscypliny pracy, do innych osób są czasem duże. Nie wynikają ze złej woli, ale z pewnych zaszłości historycznych, przyzwyczajeń, ktoś musi wyłożyć tym ludziom, że na przykład picie w pracy jest niedopuszczalne, podobnie jak spóźnianie się etc.
A więc sama pani widzi – potrzeba tłumaczenia oraz edukacji. Ale także pewnych systemowych rozwiązań ze strony państwa, bo tym potokiem emigracyjnym trzeba sterować. Puszczony samopas wysuwa na prowadzenie bandytów, którzy szybciej i sprawniej się organizują niż instytucje. Weźmy takie agencje pośrednictwa pracy – one powinny być pod ścisłą kontrolą państwa, żeby zapobiegać nadużyciom. Uważam także, że należałoby uprościć jeszcze bardziej procedury, co pomoże w zlikwidowaniu kolejek po wizy. Jeśli będzie można je uzyskać szybciej i łatwiej, i na dłużej niż sześć miesięcy, mafia stanie się niepotrzebna – nie trzeba będzie niczego załatwiać. To, co jeszcze jest niezbędne – i z korzyścią dla wszystkich – to uznanie przez polskie państwo dyplomów pracowników medycznych. Lekarzy, ale także pielęgniarek, opiekunek osób starszych. Na Ukrainie mamy wielu takich, dobrze wykształconych, fachowców, którzy w Polsce – gdyby mogli pracować legalnie – byliby wielkim wspomożeniem systemu ochrony zdrowia. Gdybym ja miał decydować, to na miejscu polskiego rządu zainwestowałbym w kursy językowe – to przyśpieszyłoby asymilację ludzi zza wschodniej granicy na tutejszym rynku pracy.
Bardzo dobra, choć niejedyna, wcześniej współzakładałem Stowarzyszenie Polska–Ukraina, które ma podobny cel: pomagać Ukraińcom, którzy znaleźli się w Polsce, poprawiać ich wizerunek, promować najlepszych fachowców. Jako Stowarzyszenie w latach 2010–2012 prowadziliśmy projekt, który polegał na tym, że dzięki porozumieniu uczelni i dobrze napisanemu programowi studenci mogli zdobyć za jednym zamachem polski i ukraiński dyplom szkoły wyższej. Jako związek działamy w nieco innym obszarze – pomagamy ludziom otrzymać i utrzymać pracę, bronimy ich interesów, domagamy się, aby pracodawcy płacili nie tylko za pracę, nadgodziny, ale by odprowadzali także składki ubezpieczeniowe, pomagamy w sprawach bytowych. Ale przede wszystkim staramy się, aby ta praca odbywała się legalnie. To jest wspólny interes – ludzi, ale także państw, społeczeństw. Problemy, z jakimi mierzą się teraz Ukraińcy w Polsce czy w innych krajach, do których wyjeżdżają za pracą, są identyczne, jak te, z którymi borykali się migrujący Polacy. Ba, są takie same, choć w większym natężeniu, jakie mają wszyscy najemni pracownicy. Ci, którzy ich zatrudniają, szukają oszczędności, nie chcą płacić, a jeśli już, to pod stołem, nie chcą ubezpieczać.
Rozmawiam, staram się być spokojny, rzeczowy i dyplomatyczny. Tłumaczę. Jeśli argumenty nie działają, ostrzegam, że zawiadomię inspekcję pracy, to zazwyczaj wystarcza. Bardzo dobrze pracuje mi się z PIP, ze Strażą Graniczną, z MSWiA oraz z organizacjami pozarządowymi. Mamy wspólne cele, a pracownicy tych instytucji świetnie rozumieją złożoność sytuacji. Doskonale także oceniam współpracę związkową. Nie tylko z OPZZ, przy której związek pracowników ukraińskich funkcjonuje, ale także z Solidarnością – nie ma konkurencji, wrogości, tylko robota. Ściśle współpracujemy z Europejską Konfederacją Związków Zawodowych. Rzecz w tym, że ludzie w dzisiejszych czasach przemieszczają się po świecie, aby zarabiać. I musi być ktoś, kto pomoże, zainterweniuje – niezależnie od tego, czy to Ukrainiec w Polsce znalazł się w kłopotach, czy Polak w Irlandii ma problem, żeby doprosić się należnej mu pensji.
To ma brzmieć – ludzie, nie dajcie się robić w konia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu