Woś: Biznes zamawia dania, państwo płaci rachunek

Rafał Woś
Rafał WośDGP / Wojtek Gorski
15 września 2017

W najciemniejszej godzinie minionego kryzysu z lat 2008–2009 większość krajów rozwiniętych sięgnęła po wiele innowacyjnych sposobów stabilizowania koniunktury. Dziś widać, że niektóre z nich mocno się wynaturzyły. Chodzi tu zwłaszcza o schemat skrócenia czasu pracy.

3087052-magazyn-dgp-15.jpg

Działało to tak: w związku z pogarszającą się koniunkturą pracodawcy zredukowali liczbę godzin pracy. Oszczędzali w ten sposób na kosztach płac. Argumentowali, że jeśli tego nie zrobią, to będą zmuszeni do zwolnień. W tym momencie do gry wchodziło państwo, rekompensując pracownikom obniżone pensje. W ten sposób biznes oszczędzał, a zatrudnieni nie byli aż tak mocno stratni. Przy okazji stabilizowana była koniunktura. Na podobne schematy zdecydowało się wówczas 25 z 33 krajów OECD. Polska do pewnego stopnia też, choć z powodu i tak bardzo elastycznego rynku pracy nie jesteśmy w tej kwestii reprezentatywni dla reszty Zachodu. Ale na przykład Francja już tak. I tam nakłady państwa na ten cel skoczyły z 5 mln euro w 2007 r. do 300 mln 2 lata później. Kłopot jednak w tym, że gdy skończyła się recesja, wydatki budżetowe na takie stabilizowanie rynku pracy wcale się nie skończyły. W 2014 r. we Francji na dopłaty do skróconej pracy nadal szło 150 mln euro rocznie.

Pozostało 99% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: MAGAZYN Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381499mega.png