Polska jest psychologicznie, ekonomicznie i politycznie uzależniona od wielu amerykańskich gigantów technologicznych – Facebooka, Google czy Twittera – ale nie jesteśmy jeszcze, na razie, uzależnieni od Amazona.
Ten internetowy sklep nie ma stricte polskiej strony; ci z nas, którzy zamawiają produkty w detalicznym imperium Jeffa Bezosa, korzystają z polskojęzycznej wersji strony niemieckiej lub sprowadzają rzeczy z Wielkiej Brytanii. Najbardziej znani są u nas nałogowi klikacze drenujący karty kredytowe na Zalando czy Allegro; amazończycy są wciąż stosunkowo rzadcy. Dlatego większość z nas śledzących politykę technologiczną jest bardziej zainteresowana na przykład karami nałożonymi na Google przez UE niż najnowszą serią afer związanych ze skandalicznym traktowaniem pracowników przez firmę Jeffa Bezosa.
A powinniśmy przyglądać się Amazonowi jak najuważniej, jak wilkowi, który wokół nas krąży i powoli obsikuje dalekie obrzeża naszego ekonomicznego i życiowego rewiru – bo to pewne, że wkrótce nas zje. Wiem, bo mnie już skutecznie pożarł podczas lat spędzonych w USA, gdzie – jak to bywa z owymi wielkimi firmami technologicznymi – nagle, po cichu i znienacka, okazał się absolutnie niezbędny dla wszelkich moich życiowych przedsięwzięć.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.