Andrysiak: Płaczem i łoskotem pieczątek na dokumentach – tym się kończy przeregulowane państwo

Andrzej Andrysiak
Andrzej AndrysiakDGP
17 listopada 2011

W moim prywatnym rankingu biurokratycznych absurdów od dawna zwycięża obowiązek przedstawienia po zakończeniu budowy domu protokołu odbioru przyłączy sanitarnych.

W praktyce wygląda to tak, że instalację wykonuje ekipa budowlana, potem szuka się fachowca z uprawnieniami, on za umówioną kwotę składa pieczątkę i podpis. Proceder jest powszechny, z jego absurdalności zdają sobie sprawę i inwestorzy, i urzędnicy. Cóż z tego, skoro wymóg taki jest i pieczątka być musi.

Politycy uwielbiają ogłaszać walkę z biurokracją. Temat jest nośny, można nabić punktów w sondażach, trudno znaleźć wyborców (może poza urzędnikami), którzy inicjatywie by nie przyklasnęli. Efekt? Za rządów Donalda Tuska, który taką krucjatę ogłosił w expose w 2007 r., liczba urzędników ministerialnych i wojewódzkich wzrosła o 27,5 tys., do 323,9 tys. Z sondy „DGP” wynika, że w samorządach było tak samo, ale wzrost wyniósł aż 35 proc.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.