Topolewska: Oświadczam, że nie oświadczam

Michalina Topolewska
Michalina TopolewskaDGP
12 sierpnia 2011

Mimo narzekania na wszechobecne kolejki rodzice wolą odstać swoje i uzyskać zaświadczenie. Wolą się zabezpieczyć niż mieć do czynienia z prokuratorem

Osoby korzystające ze świadczeń na dzieci nie pokochały oświadczeń. Przynajmniej na razie, bo trudno po miesiącu od ich obowiązywania jednoznacznie przesądzać, czy będzie to porażka, czy sukces jednej ze sztandarowych reform rządu. Wydaje się, że na razie zwycięża stare przyzwyczajenie do zdobywania urzędowych zaświadczeń, które uprawniają np. do pobierania świadczeń rodzinnych lub z Funduszu Alimentacyjnego. Rodzice wolą poświęcić czas i pójść po zaświadczenie, na którym urzędnik czarno na białym wyliczy, jaki mieli dochód, ile zapłacili składek i podatku. Stracą czas, ale zyskają pewność, że wszystko będzie się zgadzać.

Trudno się im dziwić, bo perspektywa odpowiedzialności karnej nawet za nieświadomą pomyłkę działa odstraszająco. Oczywiście nikt nie trafi do więzienia za złe wyliczenie swojego dochodu, ale ściganie przez prokuraturę dla nikogo nie jest przyjemne.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.