Prawie dziewięciomilionowa rzesza emerytów i rencistów (wraz z KRUS i rencistami rodzinnymi) to grupa, do której politycy umizgują się przed każdymi wyborami. Starsi obywatele o wiele częściej niż młodzież robią użytek ze swojej kartki do głosowania, pozyskanie ich przychylności może zdecydować o zwycięstwie.
Jeśli więc ktoś liczył na to, że w kampanii wyborczej pretendenci do władzy będą prześcigać się w prezentowaniu recept reformujących finanse publiczne, to wykazał się sporą polityczną naiwnością. Stan kasy państwa nie stał się przedmiotem przedwyborczej debaty. Kolejne kryzysy – grecki, włoski – naszych polityków nie przerażają. Nie widzą więc powodów, by proponować rozwiązania czyniące Polskę bardziej odporną na zawirowania zewnętrzne. Odwrotnie, wszyscy prześcigają się w tym, kto da więcej.
SLD chce zdobywać głosy pod hasłem „zdrowie to nie towar, szpital to nie fabryka”. Z pewnością się spodoba i to nie tylko emerytom, choć im najbardziej. Lewica obiecuje, że oczywiście, kiedy tylko dojdzie do władzy, poprawi sytuację materialną pacjentów, którzy coraz więcej muszą wydawać na leki. Każdy, kto przedstawi rachunki z apteki na więcej niż 500 zł rocznie, dostanie zwrot pieniędzy. To nie wszystko. Ponieważ zdrowie to nie towar, więc nawet nie wypada liczyć, ile kosztuje jego ratowanie. Na świadczenia bezpośrednio służące ratowaniu życia i zdrowia zniesione zostaną limity. Z jakich nowych podatków SLD to sfinansuje? Nie wiadomo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.