Początek roku szkolnego dla nauczycieli oznacza 7-proc. podwyżkę pensji. Dla kadry pedagogicznej to powód do radości, dla samorządów – kłopoty. Gminy po raz kolejny będą musiały dołożyć do obietnic rządu. W ubiegłym roku kosztowały one 250 mln zł.
Podwyżki mają zostać sfinansowane w całości z budżetu centralnego. Tyle teoria. Problem tkwi w systemie naliczania subwencji oświatowej oraz algorytmu wyliczania nauczycielskich pensji, w których skład obok wynagrodzenia zasadniczego dochodzą dodatki. Resort edukacji wyliczył, że 7-proc. podwyżka będzie w tym roku kosztowała 2,2 mld zł. Ale jest to rachunek w skali makro. Resort policzył nauczycieli, ich stopień awansu i od tego wyliczył podwyżki. Ale do samorządu nie wpływają pieniądze w zależności od liczby zatrudnionych pedagogów, ale liczby uczniów.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Teraz z Płatnościami powtarzalnymi BLIK
zyskasz dostęp do wszystkich treści
za 29 zł / miesiąc przez 3 miesiące
Możesz anulować w dowolnym momencie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
