Budowlańcy z Chin, handlarze z Wietnamu, kucharze z Turcji a nawet hotelarze z Indii. Rekordowa liczba cudzoziemców przyjechała do Polski w 2009 r. za pracą.
Legalnie w zeszłym roku sprowadzono z zagranicy niemal 30 tysięcy osób. Eksperci są zgodni: ten boom na cudzoziemców napędziły inwestycje przed Euro 2012.
W zeszłym roku padł rekord
20 Hindusów ściągnęła rok temu produkująca autobusy fabryka Kapaena w Słupsku. Dzięki nim firma mogła wykonać kontrakty na czas, bo Polaków chętnych do pracy nie było. Niemal w tym samym czasie zakład meblowy Flair Poland w Kobylnicy ściągał do siebie ponad setkę Nepalczyków, Hindusów i Chińczyków. Właściciele przedsiębiorstw, którzy sięgnęli po siłę roboczą z zagranicy, mówią wprost: oferty dla sprzedawców, kasjerów czy budowlańców wiszą w urzędach pracy miesiącami. Ani rosnące bezrobocie, ani kryzys nie przekonały tysięcy Polaków do ich przyjmowania. Dlatego coraz więcej polskich firm ściąga ludzi z Ukrainy, Białorusi, Chin, Wietnamu, Korei i Filipin. – Jak grzyby po deszczu powstawały w ostatnich latach wyspecjalizowane firmy, które trudnią się sprowadzaniem pracowników, np. z Azji – przyznaje Magdalena Janczewska, ekspert ds. rynku pracy z Konfederacji Pracodawców Polskich. Chińczyka nie zatrudni się przecież na telefon.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.