Dyskusja o tym, ile pieniędzy ma trafić do OFE, choć ważna, nie dotyka sedna problemu. Przyszłość emerytur zależy tak naprawdę od dwóch rzeczy: liczby rodzących się dzieci i odwagi rządów w podejmowaniu niepopularnych reform.
Ministrowie finansów i pracy chcą, by do OFE trafiało nie prawie 40 proc. naszych składek na emeryturę, ale 15 proc. Reszta ma zostać w ZUS. Ma to przynieść przyszłym emerytom oszczędności. Odetchnie też budżet, który nie będzie musiał rocznie emitować 13 mld zł obligacji.
Abstrahując od oceny pomysłu – jego wadą jest to, że wydamy na bieżące świadczenia składki wpływające teraz do ZUS, nie odłożymy ich i w efekcie obciążymy przyszłe pokolenia – to przy okazji jego omawiania pomijane są dwie płynące z niego nauki. Pierwsza: żyjemy ponad stan. Druga: państwo jest odwrócone plecami do rodziny. A to rodzące się dzieci są najlepszą polisą ubezpieczeniową systemu emerytalnego. Bez nich, obojętnie, czy do OFE popłynie 100 proc., czy 0 proc. składek, i tak w przyszłości nikt nie wypłaci świadczeń.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.