Po dwóch latach schłodzenia sektor IT wraca na ścieżkę wzrostu. Napędzany m.in. rozwojem sztucznej inteligencji, notuje wysyp nowych ofert pracy i wzrost wynagrodzeń. Branża mierzy się jednak z poważnym problemem zatorów płatniczych, stając się przymusowym kredytodawcą dla swoich kontrahentów.
Patrycja Otto
Patrycja.otto@infor.pl
Z danych raportu „Rynek pracy IT 2025/2026” , przygotowanego przez No Fluff Jobs wynika, że w 2025 r. liczba ofert pracy w sektorze wzrosła o 44 proc. względem roku poprzedniego, a płace ponownie pną się w górę.
Co ciekawe, sztuczna inteligencja, która jeszcze niedawno była powodem redukcji etatów w ramach szukania oszczędności, teraz napędza rekrutacje. Rynek pilnie potrzebuje doświadczonych ekspertów do weryfikowania i nadzorowania efektów pracy narzędzi opartych na AI. W ubiegłym roku niemal 60 proc. ogłoszeń kierowano do seniorów, których miesięczne pensje sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych. Udział ofert dla juniorów spadł do zaledwie 5,3 proc.
Ten rynkowy optymizm ma jednak drugie dno. Błyskawicznie rosnące koszty pracy zderzają się z opóźnieniami w płatnościach od klientów. Firmy IT z jednej strony muszą na bieżąco finansować coraz droższą działalność - pensje, licencje, infrastrukturę, a z drugiej miesiącami czekać na uregulowanie faktur za zrealizowane zlecenia.
IT darmowym bankiem dla biznesu
Z danych Krajowego Rejestru Długów (KRD) wynika, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy zaległości kontrahentów wobec branży IT wzrosły o 13 proc. Obecnie wynoszą już niemal 0,5 mld zł. Pod największą presją są podmioty tworzące oprogramowanie, aplikacje mobilne oraz startupy technologiczne, które mają do odzyskania aż 428,9 mln zł.
Adam Łącki, prezes zarządu KRD, zwraca uwagę na specyfikę branży informatycznej. Standardem są tam rozliczenia projektowe, gdzie przelew następuje dopiero po zakończeniu i akceptacji danego etapu prac. Taki model sprawia, że wpływy bywają nieregularne. Gdy nałoży się na to brak terminowości klientów, ryzyko zachwiania stabilności finansowej firmy gwałtownie rośnie. Obecnie przeterminowane zobowiązania wobec sektora IT ma blisko 56 tys. kontrahentów.
Kto nie płaci informatykom
Zatory płatnicze koncentrują się w branżach, które same zmagają się z poważnymi problemami finansowymi. Aż 63 proc. długu wobec IT (311,3 mln zł) generują cztery sektory. Jest to handel, który zalega na kwotę 137,9 mln zł, budownictwo - 68,7 mln zł, transport - 63,9 mln zł oraz przemysł - 40,8 mln zł.
Jak zauważa Jakub Kostecki, wiceprezes zarządu Kaczmarski Inkasso, są to branże o stosunkowo niskich marżach, wysoce wrażliwe na wzrost kosztów surowców, energii czy paliw. To właśnie w nich toczyło się najwięcej postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych w II połowie 2025 r. W obliczu walki o przetrwanie, firmy te w pierwszej kolejności opłacają towary ratujące bieżącą działalność lub raty leasingowe, a należności za wsparcie, serwis i rozwój systemów IT przesuwają na koniec kolejki.
Według danych Coface, pod drugim kwartale 2025 r. w handlu było 744 niewypłacalności na 3745 wszystkich w ubiegłym roku. Jeśli chodzi o budownictwo, to w tym sektorze zanotowano ich 643, a w transporcie 513.
Ratunek w faktoringu i rosnące zadłużenie branży IT
Aby przetrwać brak regularnych wpływów, sektor technologiczny coraz chętniej sięga po zewnętrzne wsparcie. Emanuel Nowak z firmy faktoringowej NFG wskazuje, że w 2025 r. liczba mikroprzedsiębiorstw z branży IT korzystających z takiego finansowania wzrosła o 20 proc. rok do roku, a wartość udzielonych środków podskoczyła o 62 proc. Firmy najczęściej ratują się szybkimi pożyczkami płynnościowymi oraz eFaktoringiem (gdzie średnia wartość finansowanej faktury wynosi około 20,1 tys. zł brutto).
Niestety, przymusowe kredytowanie kontrahentów i presja płacowa odbijają się na kondycji samych informatyków. Choć zadłużenie sektora IT rośnie wolniej niż długi jego klientów, to w ciągu 12 miesięcy zwiększyło się o niespełna 21 mln zł, osiągając pułap 327,6 mln zł. Obecnie zaległości ma ponad 7 tys. przedsiębiorstw z tej branży, ze średnim długiem na poziomie 46,4 tys. zł. Branża IT zalega przede wszystkim wobec wtórnych wierzycieli (142,9 mln zł), instytucji finansowych i leasingowych (99,8 mln zł) oraz operatorów telekomunikacyjnych (20,6 mln zł).
Nowe kłopoty na horyzoncie
Poza tym, jak zauważają eksperci nad sektorem IT zbierają się kolejne ciemne chmury. Chodzi o reformę PIP, która wprowadzi możliwość przekształcania umów cywilnoprawnych w umowy o pracę decyzją inspektorów pracy. Zdaniem ekspertów może to przynieść wzrost kosztu realizacji projektów IT w Polsce, a to z kolei może negatywnie odbić się na branży, w tym na zatrdnieniu.
- Jeżeli firmy uznają, że rośnie ryzyko ograniczenia i kontroli form zatrudnienia, część projektów będzie lokowana poza Polską – szczególnie, że wiele podmiotów rozwijających software w Polsce to oddziały zagranicznych firm. To uderza w konkurencyjność kosztową polskiego IT – mówi Anita Dąbrowska, członek zarządu IT LeasingTeam Group.
W projektach software’owych koszt specjalisty jest kluczowym składnikiem ceny dla klienta, a zmiana B2B na umowę o pracę znacząco podniesie koszt realizacji projektu. To natomiast będzie oznaczało, że przedsiębiorcy będą zmuszeni podnieść cenę dla klienta.
- Teoretycznie firmy mogą proponować etat, ale przy obecnych kosztach specjalistów i presji cenowej klientów międzynarodowych B2B bywa warunkiem utrzymania konkurencyjnej ceny projektu w Polsce. Jeśli ten model zostanie istotnie ograniczony, część projektów nie przejdzie na UoP, tylko wyjedzie za granicę – dodaje Anita Dąbrowska z ITLT
Przy rosnących kosztach IT, na przykład związanych z nakładami na cyberbezpieczeństwo i zakupem specjalistycznego oprogramowania, zmiana form zatrudnienia, która generuje koszty, może spowodować cięcia po stronie projektów rozwojowych. Szczególnie dotyczy to firm, gdzie IT nie jest core biznesowym i koszty te zazwyczaj są na poziomie 2-3 proc. całkowitych wydatków firmy.
- W IT konkurencja o talent jest międzynarodowa, a wielu specjalistów może pracować zdalnie dla firm z innych krajów. Jeśli w Polsce wzrośnie koszt i ryzyko związane z modelem B2B, to część firm ograniczy lokalne kontrakty, a specjaliści po prostu przejdą do współpracy z podmiotami zagranicznymi, które oferują większą elastyczność.– dodaje Anita Dąbrowska.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu