- Strajk jest konsekwencją braku konsensusu. Porozumieć muszą się dwie strony, tak więc decyzję, co dalej, w połowie podejmie pracodawca - uważa Beata Wójcik, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników ZUS.
My, pracownicy, jesteśmy tylko wykonawcami. Nasze przygotowanie to solidna wiedza merytoryczna. To pracodawca powinien nam stworzyć dobre warunki do realizacji zadań ustawowych. Niestety, dalecy jesteśmy od takiego stanu. Już teraz możemy stwierdzić, że z powodu niedoborów kadrowych, po wejściu w życie reformy liczba zadań nakładanych na pracowników się zwiększy. Po raz kolejny nie ma dodatkowych środków na ich realizację. Słyszymy, że są co prawda przewidziane pieniądze na nadgodziny, tylko jak długo pracownicy mogą w ten sposób pracować. Poza tym za każdą godzinę nadliczbową przysługuje nam 50 proc. otrzymywanej stawki, czyli de facto tracimy na takim rozwiązaniu.
Dla wielu urzędników, z których znaczną część stanowią kobiety, wydłużenie czasu pracy do godz. 18.00 będzie też oznaczać konieczność przeorganizowania w sferze prywatnej. Nie wspominając już o tym, że praca 10 godzin dziennie to też ogromne obciążenie dla organizmu. My na takich zwiększonych obrotach pracujemy już od wielu lat tj. od reformy systemu emerytalnego z 1999 r.
Jest kilka punktów zapalnych. Podstawowy to podwyżka wynagrodzeń. Wysokość naszych pensji od lat się w zasadzie nie zmienia. Trudno bowiem uznać kwotę 60 zł czy 100 zł brutto za realną podwyżkę wynagrodzenia, skoro inflacja jest dużo wyższa. Trzeba wyraźnie powiedzieć, że pracownicy ZUS otrzymują tylko wynagrodzenie zasadnicze, bez żadnych dodatków – stażowego czy funkcyjnego.
Przeciętne wynagrodzenie referenta wynosi 2242 zł brutto. Takich pracowników w Zakładzie jest 2300. Następna grupa licząca ponad 3,5 tys. osób to są starsi referenci, gdzie przeciętna pensja wynosi 2372 zł brutto. Kolejna grupa pracowników to inspektorzy, czyli osoby o dużym doświadczeniu, zatrudnieni w Zakładzie od wielu lat. Pracuje ich obecnie 7 tys. Oni zarabiają w granicach 2721 zł brutto.
Na razie faktycznie ze strony zarządu padła propozycja podwyżki w wysokości 150 zł, ale liczymy na to, że pracodawca pozyska lub wygospodaruje środki i spełni nasz postulat. Gdy obecna prezes Zakładu pani Gertruda Uścińska obejmowała swoją funkcję, mówiła, że jest zaskoczona poziomem naszych wynagrodzeń. Mamy więc nadzieję, że będzie dążyć do ich podwyższenia.
Kolejna kwestia to warunki pracy. Z roku na rok przybywa nam dodatkowych zadań, a coraz więcej etatów jest likwidowanych. Postulujemy również, aby przynajmniej na czas wprowadzania reformy, kiedy dochodzą dodatkowe obowiązki, nie zmieniać funkcjonującej dotychczas w oddziałach struktury organizacyjnej i nie przenosić pracowników do innych jednostek. Powoduje to bowiem destabilizację działań urzędu. Nie jest też korzystne z punktu widzenia samych pracowników, którym często wyznacza się nowe miejsca pracy, znacznie oddalone od dotychczasowego, a także od miejsca zamieszkania, nie rekompensując im kosztów dojazdu.
Jesteśmy otwarci na dialog i deklarujemy chęć porozumienia. Jednak muszę przyznać, że załoga jest rozgoryczona i zdeterminowana jak nigdy, a propozycje pracowników są różne.
Jak pani wie, strajk jest konsekwencją braku konsensusu. Porozumieć muszą się dwie strony, tak więc decyzję co dalej, w połowie podejmie pracodawca.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu