Jedlak: Nie chcę płacić haraczu jednorękim bandytom

20 października 2014

Niebo gwiaździste nade mną, prawo moralne we mnie – mawiał Kant. To samo mógłby powtórzyć wiceminister finansów Jacek Kapica w kontekście wojny – bo to jest już wojna – w której naprzeciw siebie stanęły dwie armie: celników i jednorękich bandytów.

I ja trzymam jego stronę. Z powodów moralnych właśnie. Nie tylko dlatego, że świat szeroko rozumianego hazardu wygląda często, niestety, tak jak w znakomitym „Kasynie” Martina Scorsese. I nie tylko dlatego, że w życiu wielu graczy czyni spustoszenie jak u tytułowego bohatera „Hazardzisty” z Philipem Seymourem Hoffmanem. Także dlatego, że są dużo lepsze sposoby wydawania pieniędzy i spędzania wolnego czasu niż w towarzystwie automatów do gry. Bez nich można się po prostu obejść. A jeśli ktoś nie może? To winien podzielić argumenty ministerstwa zawarte np. w odpowiedziach na interpelacje poselskie, że poza względami fiskalnymi (ogromna szara strefa w branży, liczne nieprawidłowości przed i po nowelizacji przepisów) są też i te dotyczące ochrony konsumentów oraz zdrowia społecznego. A zgodnie z nimi dostęp do hazardu powinien być limitowany. Szkoda wprawdzie, że nikt o tym nie pomyślał wcześniej, zanim desant jednorękich bandytów opanował cały kraj, i że jak zwykle uczymy się na błędach. Ale tak czy inaczej zgoda – zasada wolności gospodarczej nie jest bezwzględna i są rzeczy ważniejsze od niej.

Pozostało 58% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.