Patrząc z boku, można by uznać, że w samorządowych budżetach stał się cud. Planowany deficyt tego sektora ma się zmniejszyć z ubiegłorocznych niemal 15 mld zł do raptem 1 mld zł w przyszłym roku.
Można by też uznać, że samorządy skutecznie udało się nastraszyć ministrowi finansów albo stało się tak dlatego, że wszyscy zaczęli się w końcu troszczyć o stan finansów publicznych. Ale prawda jak zwykle jest chyba nieco bardziej skomplikowana i nieco bardziej przyziemna. Po pierwsze trzeba pamiętać, że właśnie kończą się pieniądze z poprzedniej perspektywy unijnej (lata 2007 – 2013). A to oznacza mniejsze zapotrzebowanie gmin na środki, które trzeba dokładać z własnej kieszeni, by prowadzić inwestycje za unijne pieniądze. Kolejnego nasilenia wydatków można się spodziewać za kilka lat, gdy ruszą pieniądze z perspektywy 2014 – 2020, co pewnie nastąpi najwcześniej około roku 2016.
Po drugie trzeba pamiętać, że uchwalane w najbliższych dwóch latach budżety będą miały wpływ na to, w jakim stopniu samorządy będą mogły się zadłużać po 2014 roku. Wówczas zacznie funkcjonować nowy wskaźnik zadłużenia oparty na nadwyżce operacyjnej. A wypracowaniu tej będzie sprzyjać wygasanie starych unijnych wydatków, a także rosnące pierwszy raz od dłuższego czasu wpływy podatkowe. To otwiera samorządom drogę nie tyle do pogoni za rzeczywistym zwiększeniem wpływów i zmniejszaniem zadłużenia (skoro planowany jest deficyt, to dług samorządów nadal będzie rósł), ile do kreatywnej księgowości, tak by po 2014 roku nadal można było się spokojnie zadłużać.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.