„Batman: Arkham Origins” zabiera gracza do początków historii Mrocznego Rycerza, do czasów, kiedy mieszkańcy Gotham jeszcze nie słyszeli o niejakim Jokerze.
Zamaskowany mściciel w pelerynie frycowe już najwyraźniej spłacił, bo żółtodziobem nie jest. Sztuczek zna całkiem sporo i nosi na sobie wyposażenie warte prawdopodobnie więcej, niż wynosi roczny budżet polskiej armii. Co prawda Jim Gordon nadal wygraża mu pięścią, na dachu komisariatu próżno szukać słynnego reflektora, a jednym powiernikiem Batmana jest wierny kamerdyner Alfred, lecz anioł stróż Gotham radzi sobie całkiem nieźle. O ile to odpowiednie słowo, skoro po piętach depcze mu ośmiu zabójców wynajętych przez lokalnego mafiosa, Czarną Maskę. I to na dodatek w Wigilię. Zły nie śpi, spać nie może też i Batman. Oto bowiem – by zwrócić na siebie uwagę obrońcy Gotham – zabijaki na zlecenie panoszą się na pogrążonych w mroku ulicach, gnębiąc Bogu ducha winnych mieszkańców miasta.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.