To był prawdziwy cios dla małych pacjentów chorych na raka i ich rodziców. Niestety, mimo protestów i licznych apeli, decyzje zapadły i oddział onkologii i hematologii dziecięcej Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka przestał istnieć na początku lipca. Pacjenci zostali przeniesieni do Zabrza, ale rodzice mają całą listę zarzutów ws. funkcjonowania nowej placówki. Sprawa stała się na tyle poważna, że wpłynęło zawiadomienie do prokuratury.
Pierwszego lipca powstało Śląskie Centrum Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Zabrzu. To właśnie tam przeniesieni zostali z Katowic mali pacjenci chorujący na raka. Wbrew woli swojej, opiekunów i części lekarzy.
Lekarze i rodzice biją na alarm. Zaplecze medyczne nie jest wystarczające, problemów coraz więcej
Medycy z Katowic, którzy mieli zacząć pracę w Zabrzu już pierwszego dnia po transferze złożyli wypowiedzenia. Ich zdaniem placówka nie posiada wystarczającego zaplecza medycznego do leczenia dzieci z nowotworami. Co więcej, zwrócili uwagę, że placówka w Zabrzu nie ma wypracowanych procedur leczenia dzieci z guzami litymi układu nerwowego, którymi dotychczas się zajmowali.
W ocenie lekarzy decyzja o obsadzeniu trzykondygnacyjnego obiektu, na którym znajduje się 58 łóżek tylko jednym lekarzem dyżurnym jest szkodliwa i niebezpieczna dla małych pacjentów. Medycy zwrócili również uwagę na to, że po przeniesieniu oddziału dzieci i tak muszą być transportowane 25 km do Katowic na specjalistyczne konsultacje.
Rodzice i opiekunowie małych pacjentów także zgłaszali szereg problemów, które pojawiły się w nowym miejscu. Podnosili te same argumenty co lekarze, który do tej pory zajmowali się leczeniem ich dzieci. Zwracali uwagę, że w GCZD znajduje się oddział neurochirurgii, więc jeśli będzie taka konieczność mały pacjent trafia na stół operacyjny niemal od razu. W Zabrzu takiej możliwości nie ma i placówka w ocenie rodziców nie spełnia potrzeb chorych na raka dzieci.
Rodzice wszczęli alarm z powodu kolejnych problemów pojawiających się w placówce w Zabrzu. Uchybia mają dotyczyć błędów w internetowych kontach pacjenta. Wyniki rezonansu magnetycznego jednego z pacjentów chorych na neurofibromatozę mają być błędnie zaraportowane, o czym poinformowała TVP Katowice mama dziecka.
Co więcej, rodzice dziecka nie zostali poinformowani o konsultacji laryngologicznej, a ich syn spod skrzydeł lekarzy specjalistów, którzy zajmowali się nim w Katowicach, trafił pod opiekę lekarzy rezydentów z Zabrza.
Rodzice zapowiadają batalię o dobro dzieci. Jest zawiadomienie do prokuratury
Ku wielkiemu rozczarowaniu małych pacjentów i ich opiekunów żadne prośby i apele nie przekonały Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, któremu podlega Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka i placówka w Zabrzu do zweryfikowania planów przeniesienia oddziału.
Zdesperowani rodzice skierowali się więc na ścieżkę prawną. Sprawa trafiła właśnie do prokuratury, a zawiadomienie w imieniu rodziców złożyła jedna z fundacji. Pomoc oferują także fundacje pozarządowe. Fundacja zwróciła się już do różnych instytucji z prośbą o interwencję. Zaalarmowani zostali Rzecznik Praw Pacjenta, Polskie Towarzystwo Onkologii i Hematologii Dziecięcej. Apel i prośba o spotkanie mają też trafić do Ministerstwa Zdrowia.
Lokalni politycy zaniepokojeni sytuacją
Sytuacja dzieci chorych na raka i ich rodziców budzi także niepokój wśród lokalnych polityków. W piątek wieczorem na facebookowym profilu prezydenta Sosnowca Arkadiusza Chęcińskiego pojawił się apel w tej sprawie.
- To bardzo ważne i każdy głos się liczy. Ten apel wysyłam do osób zajmujących się ochroną zdrowia, w tym do Ministerstwo Zdrowia oraz do organu założycielskiego Górnośląskie Centrum Zdrowia Dziecka im. św. Jana Pawła II - napisał Chęciński.
W apelu do resortu zdrowia zwrócił się o ponowne przeanalizowanie skutków likwidacji likwidacji oddziału Onkologii i Hematologii Dziecięcej w Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach i przeniesienia małych pacjentów do ośrodka w Zabrzu.
- Mam pełną świadomość, że decyzje dotyczące organizacji leczenia onkologicznego dzieci nie są podejmowane natychmiastowo i bez uzasadnienia. Wiem, że stoją za nimi zapewne analizy organizacyjne i kadrowe. Nie chcę tego podważać ani oceniać.
Jednocześnie nie mogę przejść obojętnie obok obaw rodziców dzieci zmagających się z nowotworami. Dla nich każda zmiana oznacza kolejne pytania, kolejne kilometry do pokonania, kolejną niepewność i dodatkowy ciężar w i tak niezwykle trudnym czasie - czytamy we wpisie.
Chęciński zwraca uwagę, że na decyzjach administracyjnych nie mogą cierpieć dzieci, które los i tak doświadczył już ciężką chorobą.
- Jeżeli istnieje możliwość wypracowania rozwiązań, które pozwolą jeszcze lepiej zabezpieczyć potrzeby dzieci i ich rodzin – niezależnie od tego, czy będzie to przywrócenie części świadczeń, stworzenie nowego modelu współpracy między ośrodkami czy inne rozwiązanie organizacyjne, proszę o ich rozważenie. Tym bardziej, że tu każda godzina, każdy dzień są na wagę zdrowia, a czasami nawet życia dzieci - napisał prezydent Sosnowca.
Wyraził nadzieję, że nie tylko on jest zdania, że w sprawach dotyczących zdrowia dzieci zawsze warto jeszcze raz usiąść do stołu, wysłuchać wszystkich stron i wspólnie poszukać najlepszego rozwiązania.
- Będę bardzo wdzięczny, ale przede wszystkim wdzięczni będą rodzice i bliscy chorych dzieci, jeśli pochylicie się Państwo raz jeszcze nad tym problemem - podsumował.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu