Suchodolska: Nie mają serca do NFZ

Mira Suchodolska
Mira Suchodolska, sekretarz redakcjiDGP / Marek Matusiak
14 października 2014

Trzeba mieć zdrowe nerwy i serce, aby bez fatalnych dla zdrowia konsekwencji kierować placówkami medycznymi w Polsce. Teraz także – zwłaszcza w tych, gdzie wykonuje się wysokospecjalistyczne procedury kardiochirurgiczne – pełne napięcia oczekiwanie.

Do tej pory 12 takich drogich, wymagających umiejętności i odpowiedniego wyposażenia świadczeń zamawiał i opłacał minister zdrowia. Teraz mają one przejść – jak reszta świadczeń – pod zarząd Narodowego Funduszu Zdrowia. Szpitale, a zwłaszcza kliniki, gdzie trafiają najcięższe przypadki, obawiają się wycenowej urawniłowki – tego, że każda placówka dostanie tyle samo za procedurę, niezależnie od tego, jakim sprzętem i fachowcami dysponuje. Jeśli dostanie, bo NFZ jest znany z tego, że nie lubi płacić. Resort zdrowia był natomiast solidnym płatnikiem. Żeby uprzedzić zarzuty, że się czepiam funduszu, opowiem pewną ekstremalną może, ale wymowną historię. Otóż jest szpital w Pszczynie prowadzony przez prywatną spółkę. Szpital ma kardiologię inwazyjną, ale nie ma na nią kontraktu z NFZ. Mimo tego jest zobowiązany przyjmować na ten oddział pacjentów z zagrożeniem życia (ostra niewydolność wieńcowa, zawał serca, zatrzymanie krążenia z powodów sercowych). Zwykle tych przywożą nocą karetki. Więc przyjmują, ratują, leczą.

Pozostało 47% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.