Sikora: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia (na kasie)

16 sierpnia 2012

Twierdzenie, że problem nadwykonań (czyli świadczeń zdrowotnych udzielanych przez szpitale w momencie, gdy już wyczerpały limit określony w kontrakcie z funduszem) jest generowany wyłącznie przez niefrasobliwych dyrektorów placówek ochrony zdrowia, jest nadużyciem.

 Do takiego zachowania nieraz zachęcały ich Ministerstwo Zdrowia i sam Narodowy Fundusz Zdrowia. Można wręcz powiedzieć, że w okresie prosperity, kiedy fundusz nie mógł narzekać na brak pieniędzy (świetne dane za lata 2007 – 2009), korzystał z chwili i hojną ręką dzielił dodatkowe środki do szpitali. Dzięki nim poszczególni decydenci mogli obiecywać wręcz gruszki na wierzbie – tak jak swojego czasu Ewa Kopacz, gdy pełniła funkcję ministra zdrowia. Zapewniła, że wszystkie nadwykonania zostaną zapłacone, bo przecież jest z czego. Wtedy akurat fundusz zapasowy NFZ wynosił 3,8 mld zł (dla porównania obecnie to około 600 mln zł). Również decyzja NFZ o zmianie systemu rozliczania i pośpieszne wprowadzenie tzw. jednorodnych grup pacjentów spowodowały, że niektóre szpitale odczytały to jako zielone światło do sztucznego (niepodyktowanego względami medycznymi) zawyżania liczby wykonywanych świadczeń.

Pozostało 48% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.