Suplementy diety w Polsce: Będą regulacje, lecz za małe

Leki
Suplementy to nie leki, nie podlegają badaniom, a powinny, choćby w wąskim zakresie. ShutterStock
5 stycznia 2016

Polacy wydają na suplementy ok. 3,5 mld zł rocznie, często nie wiedząc, co kupują. Ministerstwo Zdrowia chce to zmienić. W nowelizacji rozporządzenia w sprawie składu i oznakowania suplementów diety, które trafiło do konsultacji, zapisano, że w sugerowanej przez producenta dziennej dawce ma być tyle substancji odżywczej, by realizowała przynajmniej 15 proc. zalecanego spożycia.

– Z definicji suplementu diety wynika, że jest to skoncentrowane źródło witamin i składników mineralnych. Służy on uzupełnieniu diety, więc ilość substancji powinna być w nim znacząca, aby osiągnięty został zamierzony skutek – wskazuje Monika Zagrajek, dyrektor departamentu żywności prozdrowotnej w Głównym Inspektoracie Sanitarnym. Wynika to też z unijnej dyrektywy. Część firm nie stosowała tych wymagań, więc normę o minimum 15 proc. referencyjnej wartości spożycia postanowiono umieścić w przepisie krajowym. Dotychczas GIS polecał każdej firmie z osobna zmianę parametrów. Polscy producenci zmieniali zwykle skład chemiczny, importerzy raczej zapisy na etykiecie, np. poprzez zwiększenie porcji z jednej tabletki na dwie dziennie. Największy problem jest z zestawami witamin i minerałów, bo przy nich zwiększenie dawki może zaszkodzić. Gdy jednej witaminy jest np. 60 proc. dziennej porcji w tabletce, a drugiej 3 proc., przy dwóch pigułkach przekroczona zostaje bezpieczna norma. W przypadku witaminy A u kobiet ciężarnych grozi to wadami rozwojowymi dziecka.

Pozostało 52% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.